Tak się zarabia na Fejsbuku

To nie będzie kolejne już sprawozdanie z FacebookNOW, szczególnie że nie byłem a jeno śledziłem mało uważnie transmisję online, tag #facebooknow na blipie i pobieżnie przejrzałem kilka relacji z wielu, bardzo wielu jakie po konferencji się ukazały. Jak słusznie stwierdzono tu i ówdzie, oprócz lansu organizatorów i niektórych uczestników, wydarzenie sprawiło niewątpliwie, iż nasz kraj znalazł się w orbicie zainteresowań reklamodawców czy szczególnie przeróżnych agencji i domów mediowych na świecie tudzież przeróżnych social gurus, którzy nagle zauważyli, że polskich użytkowników jest już ponad 1,6 milionów i że niegłupie byłoby coś z tego tortu uszczknąć, póki jeszcze nie pozamiatane.

Ggratulacje dla ARBOinteractive, która to agencja w sumie prostą informację PR o oficjalnym starcie sprzedaży reklam na fejsbuku, potrafiła obudować takim hypem, że pojawiły się nawet głosy o najważniejszej branżowej konferencji w tym roku w Polsce. Niewątpliwie Facebook jest teraz w Polsce na topie, już nikt nie mówi o naszej-klasie, a w Farmville czy Mafia wars graja nawet telewizyjni celebryci (choć w modzie jest ostatnio okazywanie znudzenia wirtualną uprawą roli i blokowanie Farmville).

Ale ja nie o tym miałem… Facebook otwiera się na Polskę, tak? No to proszę, najnowsza inicjatywa fejsbuka wspólnie z McAfee by „uczynić internet jeszcze bezpieczniejszym„. Hasło piękne i szczytne, a inicjatywa sprowadza się do zaoferowania 350 milionom użytkowników fb darmowej, półrocznej subskrypcji pakietu McAfee Internet Security. Wystarczy zostać fanem McAfee. Brzmi wspaniale? No pewnie. Co prawda z notebooka odinstalowałem testową wersję McAfee (oferowaną w partnerstwie z MS, jako jeden z pakietów do ochrony RC Windows 7), bo nieustannie się aktualizowała i trochę muliła system, ale to pewnie wina słabych parametrów notebooka. W firmie mam McAfee VirusScan Enterprise i to się raczej sprawdza. No kto, powiedzcie kto, nie skorzystałby z takiej oferty (sprawdzić czy nie użytkownik Maca albo linuksiarz ;)?


No więc pomimo tego deklarowanego otwarcia, oferta owa skierowana jest tylko do mieszkańców obu Ameryk, Australii i fragmentu Zachodniej Europy. To zapewne większość z 350 mln, ale jednak nie wszyscy. Brak choćby tych 1600 tys. z kraju nad Wisłą. Cóż, być może wystarczy wybrać język angielski by pobrać swoją kopię oprogramowania i czuć się bezpiecznie przez pół roku?

Ale nie, kolejnym krokiem jest podanie danych karty kredytowej (a nie miało być czasem za darmo?), która to wspaniałomyślnie nie zostanie teraz obciążona, ale dopiewro za 6 miesięcy i to w dodatku z odpowiednim, 30% rabatem. I otóż clou: nie można pobrać programu bez podania danych służących do zapłacenia za pół roku, a odwołać procesu nie można w ten sam łatwy sposób jak się dane podało. Nie, w tym celu przed upływem pół roku trzeba zadzwonić na infolinię (we wszystkich przypadkach, które próbowałem: US, UK, DE czy AUS, numer telefonu był ten sam) prawdopodobnie w Stanach.  Podobno Amerykanie wolą dzwonić niż kontaktować się z bezduszną stroną w internecie, ale skoro dane podaje się na stronie, to i skasowanie operacji powinno być równie łatwe. A dzwonienie na infolinie do USA wcale taki nie jest.

I to jest właśnie sposób na zarabianie na Facebooku. Profil, strona firmowa, możliwość (a jakże) „podarowania” pakietu wszystkim znajomym i promowanie oferty przez samego fejsbuka, zapewne sprawi, że sporo osób się skusi, nawet jeśli nie musi. A ile z nich nie doczyta (wbrew pozorom analfabetyzm funkcjonalny wcale taki rzadki nie jest), albo nie zrozumie, że po 6 miesiącach zapłaci za dalsze używanie, czy zapomni po prostu odwołać płatność. A odnowienie to prawdopodobnie na kolejny rok (cena w Polsce ok. 170 zł za pakiet dla trojga). Podejrzewam, że sporo.

Myślę że to partnerstwo dla bezpiecznego internetu opłaci się McAfee i to bardzo. I to nie tylko jako wspaniała reklama, ale również w twardej walucie. I to tak się zarabia na Facebooku, a nie jakimiś tam engagement ads, promowanymi właśnie na FacebookNOW ;) Choć próg wejścia w taki dil z fejsbukiem jest niestety prawdopodobnie za wysoki dla większości, o ile nie dla wszystkich polskich firm.

Kim jest Magda, Magda G.?

Dominik rozpoczął był u siebie wspaniale się zapowiadający cykl pięknych kobiet w reklamie i to tak rozpoczął, że właściwie mógłby już nie kontynuować ;) – bo przebić panią dobitnie acz ślicznie odmawiającą Ani Guzik kredytu nie będzie łatwo. Choć liczę oczywiście na ciąg dalszy.

A u mnie już od …fnastu dni leży rozgrzebany wpis na pokrętnie podobny temat: o kobietach co się same reklamują ;)

Bo kobiety reklamują się w AdWords! Tzn. wyświetlają mi się w AdSense ;) Oprócz intensywnie promującej się ostatnio w internecie Maryi z medalikiem na trudne czasy, równie intrygująca, acz o znacznie mniejszym zasięgu i nie wywołująca tak skrajnych emocji jest reklama tajemniczego bloga Magdy Gleinert (znalazłem ją nawet u siebie na blogasku, a jak dotąd o żadnej Magdzie nie pisałem, więc musimy mieć jakieś inne wspólne kluczowe słówka).

Blog jest o tyle tajemniczy, że najpierw go wcale nie było, a teraz co prawda jest, ale niemrawy bardzo. Nie żebym krytykował, ale nie umiem odgadnąć zamysłu. Blog jest bardzo osobisty, kilka zdjęć i wynurzeń jakich wiele. Oczywiście nic mi do tego co kto sobie reklamuje, ale naprawdę chciałbym zrozumieć co tak naprawdę promuje ten blog? Może ktoś wie? Czy tylko mnie intryguje ta reklama? W końcu za darmo googiel nie daje.

To że ktoś płaci wykorzystały szybciutko gołe baby, rejestrując się właśnie pod nieistniejącą dotąd, a reklamowaną nazwą w blogspot. Przez chwilę miały reklamę za frajer, ale szybko się ktoś (Magda?) zreflektował i obecnie reklama prowadzi do właściwego bloga.

Krótkie googlanie przyniosło efekty w postaci profili w GoldenLine, Profeo i na naszej-klasie. Stąd wiem, że p. Magda jest byłym muzykiem/wokalistą, a ekantem obecnie (w tej agencji co ostrzy i biedronka leży i motylek tam lata, i dmuchawce).  A może właśnie o to chodzi, bo tej agencji ostatnio wszędzie pełno i może ja też się złapałem i dałem omotać dziwnej reklamie ;)  Pokrętne to bardzo, ale kto ich tam wie ;)

Przypomniało mi się właśnie, że mam gdzieś taki kupon na AdWordsy, wart teoretycznie jakieś 200 zł, więc tez może sobie taką reklamę fundnę ;)

Na ewentualne zarzuty, że wsadzam w nie swoje i grzebie w osobistych odpowiadam, że jak ktoś powierza swoje nazwisko googlowi do wyświetlania w reklamach,  to chyba liczy się z tym, że ktoś to nazwisko zauważy ;) A mnie to naprawdę intryguje i jeśli ktoś coś wie, to może się podzielić w komciu lub jeśli nieśmiały to ew. na zakładce z kontaktem.

Hołdys śpiewał był onegdaj, że później wyjechała stąd, aby zmazać grzech i zatrzeć ślad. Ale to była Magda K. – Magda G. natomiast wjechała i zostawiła po sobie niezatarty ślad w archiwach wielkiego G ;)

Reklamy Adsense w RSS tylko dla najszybszych?

RSS Ads
Creative Commons License photo credit: heather

Jeśli zarabiacie (lub jak ja tylko próbujecie zarabiać) wyświetlając na swoich stronach i blogach reklamy Google Adsense, zapewne zauważyliście możliwość wybrania nowego, jak to Google nazywa, produktu: Adsense dla kanałów RSS/Atom. A nawet jeśli sami nie zauważyliście, to pewnie przeczytaliście o tym u samego źródła, lub po polsku u Tomasza Topy. W przeciwnym przypadku zapewne po prostu nie używacie Adsense i ciąg dalszy możecie sobie spokojnie odpuścić ;)

Google wreszcie robi użytek z kupionego w zeszłym roku za sto baniek FeedBurnera, bo to ten serwis właśnie, pod innym Googlowym adresem, wykorzystywany jest do tworzenia kanałów RSS zawierających jednostki reklamy Adsense. Tworzenie takiej jednostki reklamy jest banalne jak każdej innej, a dla opornych szczegółowo opisane na wcześniej wspomnianych blogach. Najpierw trzeba sobie stworzyć oczywiście nowy kanał RSS w tym Googlowym FeedBurnerze – jeśli korzystaliście już wcześniej z FB do „przepuszczania” treści ze swoich kanałów RSS, to wiecie o co chodzi.

Ale tu niestety zaczynają się schody! Bardzo łatwo jest „wypalić” sobie za pomocą nowej wersji FeedBurnera nowy kanał, w którym zostaną umieszczone reklamy. Dla używających FB nic nowego. Ale między starym a nowym FB nie ma żadnego automatycznego połączenia i aby dodać reklamy do już utworzonego wcześniej kanału trzeba sobie swój, utworzony w FeedBurner profil zmigrować do nowej wersji wspieranej przez Googla. I tu jest pies pogrzebany! Nie istnieje żaden sposób automatycznej migracji, dostępna jest ręczna na życzenie: trzeba wysłać maila do suportu Adsense (adsense-support-aff@google.com) z prośbą o dokonanie migracji. A przynajmniej podobno tak było, bo aktualnie strona pomocy do której kieruje link mówiący o integracji obu kont, informuje o czasowym wstrzymaniu przyjmowania nowych zgłoszeń do odwołania. Stąd tytuł mojego wpisu: kto zdążył napisać do Googla zostanie zintegrowany ;) Sam też napisałem, ale już chyba po czasie, na razie nie ma żadnej odpowiedzi. Niedługo ma powstać narzędzie do automatycznej integracji konta z FeedBurnera z kontem Google.

Oczywiście można się nie integrować i utworzyć nowy kanał, ale wtedy traci się wszelkie zebrane już przez FeedBurner statystyki, nie mówiąc o konieczności ponownego dopieszczania niektórych opcji w FB – kto przez to przechodził, ten wie ;) Można też jako źródło podać adres kanału ze starego FB, sprawdziłem – działa i utrzymane są wszelkie ustawienia, ale nie wiem jak ze statystykami i jak taka konfiguracja zachowa się po ewentualnej integracji kont.

Dostępne formaty reklamy to prostokąty o wymiarach 486 x 60 lub 300 x 250 – wybierane automagicznie przez Google, samemu można zdefiniować tylko kolory i miejsce wyświetlania nad lub pod wpisem. W moim stworzonym na próbę kanale znalazł się prostokąt 486 x 60, ale tylko z jedną reklamą, mimo że na blogu w takim samym formacie pojawiają się dwie. Treść reklamy (kontekstowa przecie) w zasadzie taka sama jak w reklamach na blogu, więcej jest reklam graficznych. Z ewentualnym uruchomieniem w oficjalnym, nie testowym kanale, poczekam jednak do zintegrowania kont FB z Adsense.

Zupełnie inną kwestią jest odbiór takich reklam przez czytelników. Z ankiety na AntyWeb wynika, że prawie 3/4 audytorium takich reklam nie akceptuje. W dyskusji padają przeróżne argumenty, za i przeciw, podobnie jest na Techkulturze, generalnie odbiór reklam w RSS jest mało przychylny, a argumenty przeciwników reklam brzmią trochę jak: nie, bo nie. Z drugiej strony blogosfera niepolskojęzyczna (albo wręcz ta amerykańska) reklamy się nie boi i buduje sobie na nich fortuny – zdjęcie w nagłówku to rejestracja samochodu (Nissan Murano) Billa Flittera, założyciela i CEO Pheedo, która od 5 lat działa na polu reklamy w RSS.

Kiedy Google już dopracuje procedury i możliwość automatycznej migracji, narzędzie będzie w pełni nadające się do użytku. Jednym przyniesie dochody, innym powody do narzekań. A może na reklamach w RRS jednak da się zarobić?

Vista Ultimate za darmo

Prawie za darmo, bo trzeba opłacić koszty przesyłki (30 zł) i wypełnić ankietę. Za to można otrzymać jeden z 10 tys. promocyjnych pakietów Vista Ultimate SP1 NFR z licencją na rok, 60-dniową wersję ewaluacyjną Widows Server 2008 i podręcznik administratora Windows Server 2008. Czytaj dalej Vista Ultimate za darmo

Second Life, czyli jak zacząć drugie życie

Tytuł wpisu jest przewrotny o tyle, że poniekąd chodzi o „życie” tego bloga, na którym od miesiąca niestety nie dzieje się zupełnie nic, a właściwie to od początku roku też niewiele, może poza niewielkimi zmianami w jego wyglądzie które od czasu do czasu sobie chyłkiem wprowadzam. Ale skoro nadal średnio około 100 osób dziennie tu zagląda, a licznik FeedBurnera oscyluje wokół 160, to chyba jednak ktoś czeka na kolejne posty?

I wymyśliłem sobie, że wielki powrót do pisania (który to już raz?) połączę z informacją o innym „drugim życiu”, czyli grze, a właściwie całym wirtualnym świecie Second Life. W SL zarejestrowałem się jakiś rok temu, głównie z ciekawości. Nie jestem fanem gier w ogóle, ale ten wirtualny świat jakoś mnie pociągał. Ale równie szybko mnie rozczarował. Może zabrakło mi dobrego wprowadzenia w ten świat?

Second LifeOczywiście w Internecie można znaleźć wiele forów i przewodników po świecie SL, ale są to albo obudowane reklamami podstawowe informacje skopiowane z Wikipedii, albo portale dla zaawansowanych mieszkańców tego wirtualnego świata. Dlatego ucieszyło mnie wydanie w Polsce książki – przewodnika dla początkujących użytkowników Drugiego Życia. A jeszcze bardziej ucieszyło mnie zaproszenie do uczestnictwa w kampanii reklamowej tej książki ;)

Autorami książki „Second Life. Życie, miłość, zarabianie pieniędzy” są Jana Gillespie i Joerg Lindner, którzy od paru lat aktywnie uczestniczą w drugim życiu, oraz prowadzą agencję doradczą, która oferuje swe usługi firmom chcącym aktywnie reklamować się w Second Life.

„Second Life. Życie, miłość, zarabianie pieniędzy” wydane przez Wydawnictwo BestPress to pierwsza publikacja w Polsce, która krok po kroku wprowadza Czytelników w szczegóły wirtualnego świata. Autorzy pokazują jak stworzyć swojego awatara, robić wirtualne zakupy, porozumiewać się z innymi, tworzyć społeczności i zarabiać realne pieniądze. Dla chcących otworzyć własny biznes w wirtualnej rzeczywistości – przekazują wskazówki dotyczące marketingu, mediów, zarządzania projektami i prawa w Second Life, podają przykłady intratnych zawodów i techniczne szczegóły programowania w LSL.

W planach są kolejne książki, już dla bardziej zaawansowanych uczestników drugiego życia, skupiające się na bezpieczeństwie w tym wirtualnym świecie oraz na tym co wszystkich pociąga najbardziej, czyli na zarabianiu pieniędzy ;)

Może gdybym rok temu miał dostęp do skoncentrowanej i przedstawionej całkiem przystępnie informacji i to w wygodnej formie książki, być może dołączyłbym do ponad 100 tysięcy aktywnych polskich uczestników drugiego życia. Przez rok od mojej rejestracji sporo się zmieniło, w SL istnieją polskie miasta, redakcje, organizowane są wirtualne koncerty i inne wydarzenia.

Jeśli macie ochotę na drugie życie, a nie wiecie jak zacząć, to książka na pewno warta jest wydania na nią kilkudziesięciu złotych. Jeśli już jesteście aktywnymi mieszkańcami SL, albo w ogóle nie macie ochoty nimi być, to chociaż przelotnie w księgarni rzućcie na nią okiem, jak mój imiennik Tomek Topa, któremu bardzo spodobało się kolorowe i bogato ilustrowane wydanie ;)

Ja sam na pewno przynajmniej rzucę okiem, a może nawet spróbuję zacząć nowe życie w Nowym Życiu?

I tu na blogu też, obiecuję ;)


Artykuł komercyjny zgodny z etyką blogvertisingu.
Krytycy.pl