Aktualizacja WordPressa. Jak, kiedy i dlaczego

Snoopy zawinił, WordPressa zaktualizowali

Nikt się chyba tego nie spodziewał. Na parę tygodni przed planowaną (na 10 listopada) premierą całkiem nowej wersji 2.7 wydana została szybka aktualizacja oznaczona numerkiem 2.6.3.

Zmiany dotyczą tylko dwóch plików (a właściwie jednego, bo w drugim tylko numer wersji się zmienił) i zamiast aktualizować całość, najlepiej po prostu skopiować i nadpisać te dwa:
wp-includes/class-snoopy.php
wp-includes/version.php

oczywiście pod warunkiem, że zainstalowana była najnowsza wersja 2.6.2.

Warto skopiować te dwa pliki, bo mimo iż ryzyko wystąpienia problemów podobno jest niewielkie, to jednak jest to aktualizacja bezpieczeństwa, łatająca błąd w bibliotece Snoopy, odpowiedzialnej za pobieranie feedów widocznych na wordpressowym dashboardzie, na stronie Nowości. Sam błąd został przez Secunię uznany za wysoce krytyczny – system korzystający z biblioteki Snoopy mógł być narażony na ataki. Jak zapewniają deweloperzy WordPressa dla jego użytkowników ryzyko było niewielkie. Ale poprawkę przygotowali i chwała im za to.

Kiedy aktualizować WordPressa

W zasadzie to jak najszybciej po opublikowaniu nowej wersji. Szczególnie takich w których zmienia się trzecia cyfra od lewej, gdyż zazwyczaj są to poprawki, często krytyczne, dotyczące bezpieczeństwa. Co do aktualizacji do wersji wnoszących duże zmiany w obsłudze lub zawierających nowe lub rozszerzone funkcje, to są dwie szkoły:

  • instalować jak najszybciej i cieszyć się nowościami, nie zważając na możliwe ewentualne błędy,
  • czekać na pojawienie się przynajmniej pierwszej aktualizacji, łatającej najważniejsze zauważone błedy.

Sam jestem wyznawcą tej pierwszej, lubię bawić się nowymi zabaweczkami ;) A Wy?

Oczywiście, mimo testów i przynajmniej kilku wersji beta, które poprzedzają zawsze nowe wydanie, na początku mogą zdarzać się błędy, choć zazwyczaj raczej nie krytyczne. W przypadku bardzo poważnych serwisów, wykorzystujących WordPressa jako zaawansowany CMS do zarządzania treścią warto jednak poczekać, jeśli nawet nie na kolejną aktualizację, to przynajmniej na reakcje środowiska. Dzięki otwartości kodu, udostępnianego na licencji GPL wszelkie błędy wyłapywane są dosyć szybko.

Nie sposób przegapić informacji o wypuszczeniu nowej wersji lub aktualizacji. Na dashboardzie (dzięki Snoopy’emu właśnie) pojawiają się na bieżąco wpisy z bloga deweloperów WordPressa. Nawet jeśli nie zaglądacie na swój kokpit, to informacje o nowych wersjach pojawiają się, prędzej czy później niemal na wszystkich blogach, które piszą o blogowaniu lub WordPressie. Warto przynajmniej kilka z nich mieć w swoim czytniku RSS. Z polskich polecam WPNinja, który jest zawsze na bieżąco.

Informacje o nowej wersji pojawiają się też zresztą na każdej stronie obszaru administratora, na górze i na dole, widać je podczas pisania nowego wpisu czy moderowania komentarzy, więc na prawdę nie sposób ich przegapić. Powiadamianie o aktualizacji można wyłączyć za pomocą wtyczki, co oszczędzi trochę miejsca na pulpicie, ale raczej nie należy tego robić pochopnie.

Jak ułatwić sobie aktualizację

Posiadaczy sporej liczby instalacji WordPressa częste poprawki mogą irytować. Choć to przecież dobrze, że dziury są łatane jak najszybciej, a nie zawsze problem leży po stronie twórców WP, jak choćby w ostatnim przypadku.

Standardowa procedura aktualizacji, opisana szczegółowo w dokumentacji, nie jest skomplikowana, ale jeśli trzeba ja powtarzać co miesiąc na kilkunastu blogach, może przyprawić o ból głowy i powodować słuszne lub nie pretensje o zbyt częste aktualizacje.

O ile przy przechodzeniu do wyższej wersji faktycznie wymagana (a przynajmniej zalecana) jest cała procedura, w skrócie:

  • koniecznie pełny backup bazy i przynajmniej plików szablonu i wtyczek, a najlepiej całego katalogu WP
  • wyłączenie wszystkich wtyczek
  • pobranie najnowszego archiwum i wgranie plików
  • uruchomienie upgrade bazy
  • włączenie wtyczek

to przy mniejszych aktualizacjach czasem wystarczy podmienić tylko kilka plików, dlatego warto czytać blog deweloperów, na którym zawsze pojawiają się instrukcje aktualizacji.

W oczekiwanej już za dwa tygodnie wersji 2.7 możliwa będzie automatyczna aktualizacja, podobnie jak teraz wtyczek. Do tego czasu (albo jeśli nie zaktualizujecie od razu) można korzystać z wtyczki WordPress Automatic upgrade, która właśnie umożliwia aktualizację za pomocą kilku kliknięć.

Dla bardziej zaawansowanych i eksperymentatorów pozostaje jeszcze korzystanie z repozytorium WordPressa z użyciem Subversion. Jeśli nie wiece o co chodzi, lepiej nie próbujcie tego sami, a przynajmniej nie na wersjach produkcyjnych i ważnych swoich blogów. W każdym razie umożliwia najszybsze, a wg niektórych również najłatwiejsze, posiadanie zawsze najświeższych plików WP, bez czekania na ogłoszenia o nowych wersjach.

Reklamy Adsense w RSS tylko dla najszybszych?

RSS Ads
Creative Commons License photo credit: heather

Jeśli zarabiacie (lub jak ja tylko próbujecie zarabiać) wyświetlając na swoich stronach i blogach reklamy Google Adsense, zapewne zauważyliście możliwość wybrania nowego, jak to Google nazywa, produktu: Adsense dla kanałów RSS/Atom. A nawet jeśli sami nie zauważyliście, to pewnie przeczytaliście o tym u samego źródła, lub po polsku u Tomasza Topy. W przeciwnym przypadku zapewne po prostu nie używacie Adsense i ciąg dalszy możecie sobie spokojnie odpuścić ;)

Google wreszcie robi użytek z kupionego w zeszłym roku za sto baniek FeedBurnera, bo to ten serwis właśnie, pod innym Googlowym adresem, wykorzystywany jest do tworzenia kanałów RSS zawierających jednostki reklamy Adsense. Tworzenie takiej jednostki reklamy jest banalne jak każdej innej, a dla opornych szczegółowo opisane na wcześniej wspomnianych blogach. Najpierw trzeba sobie stworzyć oczywiście nowy kanał RSS w tym Googlowym FeedBurnerze – jeśli korzystaliście już wcześniej z FB do „przepuszczania” treści ze swoich kanałów RSS, to wiecie o co chodzi.

Ale tu niestety zaczynają się schody! Bardzo łatwo jest „wypalić” sobie za pomocą nowej wersji FeedBurnera nowy kanał, w którym zostaną umieszczone reklamy. Dla używających FB nic nowego. Ale między starym a nowym FB nie ma żadnego automatycznego połączenia i aby dodać reklamy do już utworzonego wcześniej kanału trzeba sobie swój, utworzony w FeedBurner profil zmigrować do nowej wersji wspieranej przez Googla. I tu jest pies pogrzebany! Nie istnieje żaden sposób automatycznej migracji, dostępna jest ręczna na życzenie: trzeba wysłać maila do suportu Adsense (adsense-support-aff@google.com) z prośbą o dokonanie migracji. A przynajmniej podobno tak było, bo aktualnie strona pomocy do której kieruje link mówiący o integracji obu kont, informuje o czasowym wstrzymaniu przyjmowania nowych zgłoszeń do odwołania. Stąd tytuł mojego wpisu: kto zdążył napisać do Googla zostanie zintegrowany ;) Sam też napisałem, ale już chyba po czasie, na razie nie ma żadnej odpowiedzi. Niedługo ma powstać narzędzie do automatycznej integracji konta z FeedBurnera z kontem Google.

Oczywiście można się nie integrować i utworzyć nowy kanał, ale wtedy traci się wszelkie zebrane już przez FeedBurner statystyki, nie mówiąc o konieczności ponownego dopieszczania niektórych opcji w FB – kto przez to przechodził, ten wie ;) Można też jako źródło podać adres kanału ze starego FB, sprawdziłem – działa i utrzymane są wszelkie ustawienia, ale nie wiem jak ze statystykami i jak taka konfiguracja zachowa się po ewentualnej integracji kont.

Dostępne formaty reklamy to prostokąty o wymiarach 486 x 60 lub 300 x 250 – wybierane automagicznie przez Google, samemu można zdefiniować tylko kolory i miejsce wyświetlania nad lub pod wpisem. W moim stworzonym na próbę kanale znalazł się prostokąt 486 x 60, ale tylko z jedną reklamą, mimo że na blogu w takim samym formacie pojawiają się dwie. Treść reklamy (kontekstowa przecie) w zasadzie taka sama jak w reklamach na blogu, więcej jest reklam graficznych. Z ewentualnym uruchomieniem w oficjalnym, nie testowym kanale, poczekam jednak do zintegrowania kont FB z Adsense.

Zupełnie inną kwestią jest odbiór takich reklam przez czytelników. Z ankiety na AntyWeb wynika, że prawie 3/4 audytorium takich reklam nie akceptuje. W dyskusji padają przeróżne argumenty, za i przeciw, podobnie jest na Techkulturze, generalnie odbiór reklam w RSS jest mało przychylny, a argumenty przeciwników reklam brzmią trochę jak: nie, bo nie. Z drugiej strony blogosfera niepolskojęzyczna (albo wręcz ta amerykańska) reklamy się nie boi i buduje sobie na nich fortuny – zdjęcie w nagłówku to rejestracja samochodu (Nissan Murano) Billa Flittera, założyciela i CEO Pheedo, która od 5 lat działa na polu reklamy w RSS.

Kiedy Google już dopracuje procedury i możliwość automatycznej migracji, narzędzie będzie w pełni nadające się do użytku. Jednym przyniesie dochody, innym powody do narzekań. A może na reklamach w RRS jednak da się zarobić?

Wakacyjny wpis zupełnie nie na temat

Ponieważ drastycznie spadła (już dawno temu) częstotliwość wpisów, a ostatnio dołuje też liczba, którą Feedburner uważa za prenumeratorów RSS tegoż bloga (o dziwo, liczba odwiedzających przysyłanych tu przez Googla z kolei nie zmalała aż tak bardzo, a nawet utrzymuje się na podobnym poziomie od jakiegoś czasu), postanowiłem wyrwać się z urlopowego rozleniwienia i postukać trochę w klawisze.

Jak wynika z tytułu, wpis jest zupełnie nie na temat. Na jaki temat nie jest ten wpis? Na żaden ;)

Miał być o wnioskach z różnych urlopowych przemyśleń o blogu i blogerze na wakacjach, ale skoro jestem na urlopie, to nie chce mi się ;) Pisać mi się nie chcę, bo mimo urlopu i pewnego oddalenia od cywilizacji, korzystam jednak z dobrodziejstw bezprzewodowego połączenia z internetem i staram się być na bieżąco, choć tylko i wyłącznie biernie. A blueconnect starter od ery to naprawdę świetny wynalazek (i zasłużył na oddzielny wpis, intensywnie oddaję się testom, jak już wykorzystam całe 25 zł. to opiszę wrażenia).

Google Gears na blogu z WordPressem to kolejny świetny wynalazek, dzięki temu pisanie i administracja blogiem (w tym wywalanie mnożących się ostatnio komentarzy ze spamem cyrylicą) nie pochłania cennych kilobajtów. O tym też mam zamiar coś więcej powiedzieć, jeśli tylko postępująca prokrastynacja mi na to pozwoli.

Jeśli już o WordPressie, to po dwóch betach pojawiła się wersja 2.6.1 – zgodnie z nową świecką tradycją wypuszczania łatek z jedynką na końcu miesiąc po premierze wersji z zerem na końcu ;) O dziwo ta wersja nie łata jakichś poważnych błędów i nawet oficjalny blog zaleca instalowanie nowej tylko gdy stara sprawia problemy. Można też zainstalować z względów estetycznych, by pozbyć się uporczywego komunikatu o dostępności nowej wersji ;)

Miało być o niczym i chyba mi się udało. Jeszcze pod jednym względem ten post jest inny niż wszystkie: nie w nim ani jedengo linka, co chyba dotąd mi sie nie zdarzyło. Poprawię się następnym razem, teraz jestem na urlopie i chciałem tylko pokazać że żyję, czytam i poczułem blipowe szturchanie ;)

Nowy zielony szablon i RSS

by velo cityOK, coś się zmieniło ;) zielony bloger nie jest już taki bardzo zielony (dosłownie i w przenośni) co znalazło swoje odzwierciedlenie w nowym wyglądzie bloga. Przyznam się że poprzedni już mi się trochę znudził, a miniony dzień gołego bloga utwierdził mnie w przekonaniu, że nie podoba mi się już tak bardzo jak na początku. A ponieważ, wraz z wersją 2.5 WordPressa zmienił się wygląd wewnętrzny panelu administracyjnego, to od razu, niemal za jednym zamachem zmienił się też zewnętrzny szablon zielonego.

Nowy szablon to nieco zmodyfikowany – głównie kolorystycznie StudioPress Green. Bardzo śliczny i ma dużo ciekawego miejsca na reklamy ;) Zresztą być może będzie jeszcze trochę ewoluował, ale raczej nieznacznie. Zostały tez jeszcze gdzieniegdzie obcojęzyczne wtręty do przetłumaczenia, ale to będę się starał jak najszybciej uzupełniać. Na to żeby zrobić swój szablon samemu od początku do końca jakoś zabrakło mi weny (a i graficznych umiejętności). Jeśli macie jakieś uwagi lub zastrzeżenia to zapraszam do wyrażania się w komentarzach. Można pochwalić, jak też totalnie zjechać za lamerski design ;)
A jak Wam się podoba ikona kanału RSS? Od razu pRaSSówka nabiera właściwego znaczenia! :)

A skoro o kanałach mowa. Brian Clark (Copyblogger) zachwyca się nowym (działającym od marca bodajże) projektem Guya Kawasaki, opartym wyłącznie na feedach agregatorem AllTop. Pisał o tym miesiąc temu AntyWeb, sam też czasem korzystam, technicznie rzecz biorąc to żadna nowość, tego typu agregatorów jest mnóstwo, ale Clark słusznie zwraca uwagę, że dla mniej obytych z technologią internautów jest to doskonałe rozwiązanie – niemal wszystko co warto wiedzieć na konkretny temat w jednym miejscu z wyrazistym podziałem na kategorie. Niby nic, ale przydatne ;) A Clarkowi tym razem głównie chodzi o wykorzystanie w tle AllTop właśnie RSS, którego jak sam mówi jest wyznawcą i ewangelistą.

A żeby zostać w nurcie obchodów, to zespół z bloga Daily Blog Tips wymyślił kolejne święto: Dzień Świadomości RSS i wyznaczył jego obchody na 1 maja. Coś blogosfera uwielbia świętować jeszcze bardziej niż nasi posłowie ;) ale przynajmniej z takich świąt jak dzień gołego bloga, backup day, czy RSS Day jest płynie konkretna nauka, przy nieistniejącej szkodliwości społecznej i dobrej zabawie ;) Każde z takich „świąt” promuje jakąś pożyteczną czy ważną technologię lub zachowanie.
Na razie na stronie RSSDay.org mającej być centrum obchodów owego dnia nie ma nic poza suchą informacją i filmem z Common Craft, który tez kiedyś pokazywałem, pisząc o tym co to jest RSS. Zresztą dla większości (wszystkich?) z Was to jest codzienność, ale może warto się przyłączyć, bo i sama technologia jest tego warta, a i prawie każdy bloger chciałby mieć jak najwięcej czytelników swojego bloga właśnie przez RSS. Więc przyłączcie się i głoście dobrą nowinę, o łatwym dostępie do całej zawartej w sieci informacji.

A jeśli przypadkiem nie prenumerujesz jeszcze kanału tego bloga ;) to zapraszam czym prędzej. Kupić, nie kupić, poczytać zawsze można ;)

Udostępnij swojego bloga dla urządzeń mobilnych

Chwaliłem się ostatnio wersją mobilną mojego bloga. Poszukując jakiegoś sensownego rozwiązania pozwalającego w łatwy sposób udostępnić blog dla komórek i innych przenośnych komputerków z małymi ekranami, trafiłem na serwis FeedM8, umożliwiający, jak to napisał w komentarzu Adam Klimowski, zmniejszenie bloga do rozmiarów komórki ;). Przy okazji daje on dodatkowe możliwości zarobienia paru groszy, jako że do każdego tak udostępnionego bloga, czy innego serwisu dodawane są reklamy, przeznaczone właśnie dla komórek i innych urządzeń przenośnych. Może na razie to bardziej zabawa, ale jutro, czy za rok posiadanie mobilnej wersji bloga będzie koniecznością.

Na portalu dostępne są wersje mobilne takich blogów i innych serwisów informacyjnych jak m.in. Mashable, lifehacker, engadget, boingboing, BBC News, Reuters, digg i wiele innych bardziej lub mniej znanych. Może warto do nich dołączyć?

Jak to działa?

Wersja mobilna to po prostu kanały informacyjne RSS bloga (lub dowolnego innego serwisu), przedstawione w odpowiedniej formie. Nie jestem pewien, jak to wygląda gdy publikuje się tylko częściowe RSSy, (tzn. tylko skrót posta albo nawet tylko sam tytuł – bo i takie się zdarzają), gdyby ktoś z takimi właśnie skróconymi RSSami dał znać jak to wygląda byłbym wdzięczny, na moim blogu są pełne więc nie mam tego problemu.

Wszystko działa całkiem szybko, nawet przez GPRS. Przeglądanie jest wygodne, można też dodawać komentarze do wpisów. Jedyną większą wadą jaką zauważyłem jest brak wyświetlania już istniejących komentarzy, łącznie z tym dodanym mobilnie.

Żeby zacząć publikować swojego bloga w wersji mobilnej wystarczy się zarejestrować, podając URL kanału RSS (w przypadku bloga wystarczy nawet tylko sam URL bloga) i adres mailowy. I gotowe, na następnym ekranie zobaczymy swojego bloga w emulatorze telefonu komórkowego. Domyślny adres wersji mobilnej to : http://feedm8.com/[tytuł bloga]. Na podany adres mailowy zostanie przysłane hasło potrzebne do zalogowania się w serwisie. Ale nawet bez logowania nasz mobilny blog już działa.

Warto się jednak zalogować, dostępne są wtedy dodatkowe możliwości: zmiana wyglądu (można zmienić kolor tekstu, linków i tła, wstawić własny nagłówek z pliku graficznego), zmienić tytuł i opis oraz wybrać język wyświetlania linków nawigacyjnych (niestety jak dotąd brak polskiego, natomiast polskie ogonki we wpisach i tytułach wyświetlają się bez zarzutu). W zaawansowanych opcjach można też wybrać domyślną ilość wpisów na stronie i długość skrótu wpisu pojawiającą się na stronie głównej.

Dostępne są również proste statystyki (liczba odsłon strony bez podziału na konkretne wpisy, odsłony reklam, liczba kliknięć, CTR), razem z wykresami.

Serwis udostępnia szereg wklejek do promowania mobilnej wersji naszego bloga, jest też możliwość udostępnienia swego rodzaju „strony startowej”, z której odwiedzający mogą sobie przesłać na komórkę adres naszego bloga SMS-em (bezpłatnie), niestety pomimo informacji że działa to również w Europie, nasza część Europy nie jest chyba wg twórców serwisu Europą ;) Można również zeskanować kod QR Code, do czego potrzebny jest czytnik (do pobrania SnapABar Reader (Java) i QuickMark dla Windows Mobile i Symbiana) i oczywiście aparat w telefonie :) Bardzo zmyślnie to działa, gdzieś kiedyś czytałem o takich możliwościach, ale dopiero teraz przetestowałem w praktyce. Jak wygląda taka strona startowa mojego bloga możecie zobaczyć klikając na zdjęcie telefonu w pierwszym akapicie tego wpisu.

Ile można zarobić?

Na początku i na końcu strony i każdego wpisu system dokleja linki reklamowe, lub reklamy AdSense w wersji mobilnej. Niestety reklamy są tak sobie dopasowane do polskiej treści (no chyba że publikujemy w innym języku). Z reklam nie można zrezygnować (to zła wiadomość), ale serwis dzieli się z nami zyskiem z ich publikacji. W tej chwili aż 60% przeznaczone jest dla dostawcy treści, czyli dla nas (i to jest dobra wiadomość ;). Żeby zacząć zarabiać na tych reklamach konieczne jest oczywiście zalogowanie się w serwisie i uwierzytelnienie swojego kanału RSS, poprzez umieszczenie w tytule następnego wpisu wygenerowanego losowego ciągu znaków (weryfikacja jest błyskawiczna i ten post można potem usunąć – subskrybenci mojego feeda widzieli zapewne taki testowy wpis dwa dni temu ;) Wypłaty będą dokonywane po przekroczeniu progu 50$ na konto PayPal lub czekiem.

Istnieje również program partnerski: można polecać rejestrację w serwisie, gdy polecony przez nas użytkownik zarobi pierwsze 20$, dostaniemy 10$, a gdy zarobi 100$ w ciągu pół roku od rejestracji, otrzymamy dodatkowe 50$.

Chyba warto się zarejestrować? Nawet jeśli nie zarobimy kokosów, to zyskamy możliwość udostępnienia swoich przemyśleń wszystkim podróżującym czy nudzącym się w oczekiwaniu na samolot posiadaczom telefonów komórkowych ;)

PS. linki do serwisu FeedM8 w tym wpisie, to moje linki partnerskie ;)