Żółto-zielone blogi zjednoczone

logo YellowGreenChociaż o YellowGreen napisała już awangarda polskiej blogosfery, to ja (głównie ze względu na mój ulubiony zielony kolor) też dorzucę od siebie kilka słów.

No, nie tylko z względów estetycznych, tematyka zarabiana na blogach przewija się u mnie ostatnio dość często (często to określenie względne, ale jak na częstotliwość moich wpisów, chyba uprawnione).

sieć to 2 blogiNa razie serwis składa się głównie z ładnych kolorków (mój blog też jest żółto-zielony), górnolotnych sloganów („wykorzystaj potencjał”, „szeroki dialog”, „skończ z reklamą i zacznij się komunikować” itp.), kilku literówek, dobrych chęci i sieci aż dwóch(!) blogów ;) – warto zrobić screenshota, żeby potem, kiedy już sieć osiągnie sukces chwalić się wnukom, że widziało się (i uczestniczyło) jej początki. A jak podzieli los innych zapomnianych projektów (chociaż uważam, że krytycy wciąż mają szansę i carte blanche u mnie przynajmniej do momentu, kiedy uzbieram kwotę wystarczającą do wypłaty ;) – a z tym może być trudno, bo ostatnio jakoś nie widać nowych kampanii), więc jeśli nawet sukcesu nie odniesie, to zawsze się będzie można pośmiać z sieci dwóch blogów.

Nie bardzo wiadomo w jaki konkretnie sposób żółto-zielona sieć pozwoli zarobić autorom blogów – to znaczy z grubsza niby wiadomo, podpierają się też kodeksem etycznym WOMMA dla blogerów (czyli 10 zasad etycznego wykorzystywania blogerów przez marketingowców ;), coś jak etyka blogvertisingu u krytyków. Ale konkretów brakuje, co wytknął Mediafun, w (zdublowanym) komentarzu na Antyweb i netto. Do Maćka warto zaglądać, obiecał że podzieli się z czytelnikami radami pomocnymi w zdobywaniu sponsora ;)

Wg jednego z twórców sieci YG (z wywiadu na yashke.com) reklama w internecie, a szczególnie na blogach, powinna przejść z ilości w jakość (też chętnie bym ograniczył te adsensy i linki, ale u mnie niestety ilość jeszcze w jakość nie przeszła), wręcz przedstawia reklamę na blogach jako rodzaj komunikacji mobilizującej do współpracy wszystkie strony blogowego przekazu: reklamodawcę, autora i czytelnika (potencjalnego konsumenta reklam). Czy to tylko puste słowa, czy też początki ciekawej idei, przekonamy się zapewne niebawem.

Twórcą YellowGreen jest agencja Autentika, która m.in. zrealizowała dla Wprost Blogboxa. Co ciekawe, przy zgłaszaniu akcesu do sieci YG (no tak, przyznałem się właśnie, że się zgłosiłem ;) pada pytanie o przynależność (?) bloga do Blogboxa, co może świadczyć o chęci połączenia w jakimś stopniu tych dwóch przedsięwzięć. No chyba że bycie w katalogu Blogboxa jest po prostu miarą wartości bloga, niech i tak będzie, w końcu by się tam dostać należało zdobyć poparcie przynajmniej 50 innych blogerów, tutaj również o przynależności ma decydować (m.in.) społeczność.

Czy YellowGreen (strasznie mnie nurtuje, dlaczego akurat taka nazwa i te akurat kolory, gdyby przypadkiem ktoś z Autentiki czytał, to bardzo proszę o komentarz ;) odniesie sukces, jednocześnie pomagając go odnieść (przynajmniej w wymiarze finansowych) również autorom blogów? Tego nie wiem, ale będę się życzliwie (i w miarę możliwości aktywnie) przyglądał i kibicował, jak zresztą każdej inicjatywie służącej rozwojowi polskiej blogosfery (to zdanie zabrzmiało już niemal jak slogany ze strony YellowGreen ;).

A dla siebie i wszystkich innych chcących skorzystać i uszczknąć coś z tej masy reklamowych budżetów, które podobno już przebierają nogami tylko czeka by rzucić się w ramiona (czy tam portfele) blogerów ;) powtórzę radę Maćka (Mediafuna):

Radziłbym jednak tym, którzy już liczą kasę, z kolejnego programu partnerskiego, czekają na przelew z adsense i zbierają grosze z linkliftu nad włożeniem maksimum wysiłku w tworzenie treści bloga, jednym słowem na budowaniu marki.

Na blogu najważniejsza jest treść i wiarygodność. Przykład Mediafuna świadczy, że dobra treść wcześniej czy później znajdzie mecenasa, gotowego zainwestować w jej dalsze tworzenie. Co nie znaczy, że należy natychmiast zrezygnować z reklam czy linków reklamowych. Ale na ich wartość i skuteczność dobra treść też ma niebagatelny wpływ.

Blogi z pudełka

blog boxesNie, to nie jest recenzja doskonałego software do automagicznego tworzenia blogów, ich promocji, pisania artykułów i zarabiania na blogach bez wysiłku, choć być może coś jest na rzeczy. Ale nie uprzedzajmy faktów ;)

Na razie przyjrzymy się uruchomionemu właśnie przez Wprost pudełku z blogami, czyli serwisowi blogbox.

Kolejny agregator blogów

Niestety, Agora ze swoim blogfrogiem na razie nie spełniła pokładanych w niej (może tylko przeze mnie?) oczekiwań. Inne, obecne na naszym blogowym „rynku” agregatory, jak 10 przykazań, blogowisko czy ostatnio Onet ze swym blog.pl (choć to ostatnie to raczej z założenia system debat międzyblogowych, cokolwiek by to nie znaczyło) to produkty niszowe, dogorywające lub kompletnie nietrafione. Blogbox chyba nie aspiruje do miana polskiego Technorati, ale za to wygląda najładniej ze wszystkich (no chyba że jakiś przegapiłem), które dotąd powstały w polskiej blogosferze.

logo blogboxPodobno Wprost nawet rozdawał zaproszenia do blogboxa (niestety, nie dostałem, widocznie mój blog nie posiada dużej wartości merytorycznej, ale pracuję nad tym ;) Zaproszone blogi, bez oczekiwania i głosowania od razu trafiły do serwisu (teraz, żeby dodać bloga do katalogu musi on uzyskać 50 głosów, na blogi już dodane i zaakceptowane nie ma głosowania, a więc i ich rankingu).

O urodzie i dbałości o szczegóły, tudzież o diggopodobnym stylu głosowania na nowo dodawane blogi i innych drobiazgach dość szegółowo napisał u siebie reuptake. Zauważył m.in. że przy rejestracji Wprost wciska nam subskrybcje swoich newsletterów (a ja zauważyłem, że przy każdej okazji, nawet później, przy edycji profilu ;). Zgodzę się, że podział na kategorie jest niedoskonały (przez to mojego bloga wrzuciłem do kategorii Technologia, co nie do końca oddaje jego charakter i tematykę, ale nic bliższego nie było).

Reuptake skrytykował też wybór adresu w domenie drugiego poziomu com.pl. Podobno com.pl to teraz obciach (tego akurat Marcin nie napisał, ale gdzieś obiło mi się o uszy ;) A ja sobie myślę, że może w ten sposób Wprost chciał podkreślić komercyjny charakter serwisu?

Jak zarobić na blogach (cudzych)

I tu dochodzimy do wspomnianego w pierwszym akapicie sedna. Akceptując regulamin blogboxa zgadzamy się m m.in. na dwa punkty: 11. i 12. pozwalające na publikowanie naszego bloga na stronach www.wprost.pl i zamieszczanie reklam na stronach na których będzie widoczny nasz blog. Czyli to po prostu zwykłe komercyjne przedsięwzięcie, agregator – być może, ale przede wszystkim wykorzystywanie gotowych treści w celach zarobkowych. Inne tego typu serwisy zazwyczaj publikują tylko kawałek wpisu, tu jest po prostu cały nasz blog, otoczony ramką serwisu blogbox i (zapewne w przyszłości reklamami).

Dla mnie to właściwie nie problem, publikuję treści tego bloga na licencji CC BY-SA 2.5 PL i sposób w jaki Wprost ma zamiar je wykorzystywać, w pełni spełnia tej licencji wymogi. Zresztą zgłaszając mego bloga do katalogu świadomie zaakceptowałem regulamin i związane z nim prawa prowadzącej je firmy. Szczególnie, że moje własne reklamy też są widoczne i być może, nawet w ramkach blogboxa, przyniosą mi jakiś dodatkowy dochód ;)

Ale nie wszyscy są tego zdania, cytując ponownie komentarz Marcina Jagodzińskiego (wiem, że przeginam, ale autorytety trzeba często cytować [i to wcale nie ironia]): blog, który chce się liczyć raczej nie powinien sobie pozwalać na występowanie w ramkach, pod innym logo, są autorzy, którzy nie zgadzają się na przedruk czy publikację całej swojej twórczości. Powiecie, że to nie problem, przecież nie muszą dodawać swego bloga do blogboxa. To prawda, ale tu właśnie są aż dwa problemy:

  1. w ten sposób blogbox automatycznie stanie się uboższy o te (najczęściej) opiniotwórcze i warte czytania blogi, więc nie spełni jednego z głównych założeń dobrego agregatora,
  2. (i to już ociera się o naruszenie praw autorskich): bloga może dodać nie tylko jego autor, każdy blog, dodany nawet anonimowo, trafia do poczekalni i może tam tkwić długo, otoczony ramką i reklamami, bo kontakt z nieświadomym wykorzystywania jego bloga autorem nawiązywany jest dopiero po ewentualnym awansie bloga, po otrzymaniu 50 pozytywnych głosów.

Jak już wspomniałem, mi osobiście ta komercja nie przeszkadza, jednak nie bardzo wierzę, że blogbox stanie się pierwszym i najważniejszym agregatorem polskiej blogosfery. Na takiego ciągle przyjdzie jeszcze poczekać. Niemniej dodałem do niego swojego bloga swojego bloga (a zauważyliście, że klawisz do głosowania na tak jest zielony? ;), oczekując, być może naiwnie, że będzie to jeszcze jedna z możliwości jego promocji. Właśnie okazało się, że blog zdobył już wymaganą liczbę głosów i jest już oficjalnie w katalogu blogboxa. Dziękuję ;)

Ciekaw jestem innych opinii, czy dodacie (lub już dodaliście) swojego bloga do blogboxa?