Second Life, czyli jak zacząć drugie życie

Tytuł wpisu jest przewrotny o tyle, że poniekąd chodzi o „życie” tego bloga, na którym od miesiąca niestety nie dzieje się zupełnie nic, a właściwie to od początku roku też niewiele, może poza niewielkimi zmianami w jego wyglądzie które od czasu do czasu sobie chyłkiem wprowadzam. Ale skoro nadal średnio około 100 osób dziennie tu zagląda, a licznik FeedBurnera oscyluje wokół 160, to chyba jednak ktoś czeka na kolejne posty?

I wymyśliłem sobie, że wielki powrót do pisania (który to już raz?) połączę z informacją o innym „drugim życiu”, czyli grze, a właściwie całym wirtualnym świecie Second Life. W SL zarejestrowałem się jakiś rok temu, głównie z ciekawości. Nie jestem fanem gier w ogóle, ale ten wirtualny świat jakoś mnie pociągał. Ale równie szybko mnie rozczarował. Może zabrakło mi dobrego wprowadzenia w ten świat?

Second LifeOczywiście w Internecie można znaleźć wiele forów i przewodników po świecie SL, ale są to albo obudowane reklamami podstawowe informacje skopiowane z Wikipedii, albo portale dla zaawansowanych mieszkańców tego wirtualnego świata. Dlatego ucieszyło mnie wydanie w Polsce książki – przewodnika dla początkujących użytkowników Drugiego Życia. A jeszcze bardziej ucieszyło mnie zaproszenie do uczestnictwa w kampanii reklamowej tej książki ;)

Autorami książki „Second Life. Życie, miłość, zarabianie pieniędzy” są Jana Gillespie i Joerg Lindner, którzy od paru lat aktywnie uczestniczą w drugim życiu, oraz prowadzą agencję doradczą, która oferuje swe usługi firmom chcącym aktywnie reklamować się w Second Life.

„Second Life. Życie, miłość, zarabianie pieniędzy” wydane przez Wydawnictwo BestPress to pierwsza publikacja w Polsce, która krok po kroku wprowadza Czytelników w szczegóły wirtualnego świata. Autorzy pokazują jak stworzyć swojego awatara, robić wirtualne zakupy, porozumiewać się z innymi, tworzyć społeczności i zarabiać realne pieniądze. Dla chcących otworzyć własny biznes w wirtualnej rzeczywistości – przekazują wskazówki dotyczące marketingu, mediów, zarządzania projektami i prawa w Second Life, podają przykłady intratnych zawodów i techniczne szczegóły programowania w LSL.

W planach są kolejne książki, już dla bardziej zaawansowanych uczestników drugiego życia, skupiające się na bezpieczeństwie w tym wirtualnym świecie oraz na tym co wszystkich pociąga najbardziej, czyli na zarabianiu pieniędzy ;)

Może gdybym rok temu miał dostęp do skoncentrowanej i przedstawionej całkiem przystępnie informacji i to w wygodnej formie książki, być może dołączyłbym do ponad 100 tysięcy aktywnych polskich uczestników drugiego życia. Przez rok od mojej rejestracji sporo się zmieniło, w SL istnieją polskie miasta, redakcje, organizowane są wirtualne koncerty i inne wydarzenia.

Jeśli macie ochotę na drugie życie, a nie wiecie jak zacząć, to książka na pewno warta jest wydania na nią kilkudziesięciu złotych. Jeśli już jesteście aktywnymi mieszkańcami SL, albo w ogóle nie macie ochoty nimi być, to chociaż przelotnie w księgarni rzućcie na nią okiem, jak mój imiennik Tomek Topa, któremu bardzo spodobało się kolorowe i bogato ilustrowane wydanie ;)

Ja sam na pewno przynajmniej rzucę okiem, a może nawet spróbuję zacząć nowe życie w Nowym Życiu?

I tu na blogu też, obiecuję ;)


Artykuł komercyjny zgodny z etyką blogvertisingu.
Krytycy.pl

Żółto-zielone blogi zjednoczone

logo YellowGreenChociaż o YellowGreen napisała już awangarda polskiej blogosfery, to ja (głównie ze względu na mój ulubiony zielony kolor) też dorzucę od siebie kilka słów.

No, nie tylko z względów estetycznych, tematyka zarabiana na blogach przewija się u mnie ostatnio dość często (często to określenie względne, ale jak na częstotliwość moich wpisów, chyba uprawnione).

sieć to 2 blogiNa razie serwis składa się głównie z ładnych kolorków (mój blog też jest żółto-zielony), górnolotnych sloganów („wykorzystaj potencjał”, „szeroki dialog”, „skończ z reklamą i zacznij się komunikować” itp.), kilku literówek, dobrych chęci i sieci aż dwóch(!) blogów ;) – warto zrobić screenshota, żeby potem, kiedy już sieć osiągnie sukces chwalić się wnukom, że widziało się (i uczestniczyło) jej początki. A jak podzieli los innych zapomnianych projektów (chociaż uważam, że krytycy wciąż mają szansę i carte blanche u mnie przynajmniej do momentu, kiedy uzbieram kwotę wystarczającą do wypłaty ;) – a z tym może być trudno, bo ostatnio jakoś nie widać nowych kampanii), więc jeśli nawet sukcesu nie odniesie, to zawsze się będzie można pośmiać z sieci dwóch blogów.

Nie bardzo wiadomo w jaki konkretnie sposób żółto-zielona sieć pozwoli zarobić autorom blogów – to znaczy z grubsza niby wiadomo, podpierają się też kodeksem etycznym WOMMA dla blogerów (czyli 10 zasad etycznego wykorzystywania blogerów przez marketingowców ;), coś jak etyka blogvertisingu u krytyków. Ale konkretów brakuje, co wytknął Mediafun, w (zdublowanym) komentarzu na Antyweb i netto. Do Maćka warto zaglądać, obiecał że podzieli się z czytelnikami radami pomocnymi w zdobywaniu sponsora ;)

Wg jednego z twórców sieci YG (z wywiadu na yashke.com) reklama w internecie, a szczególnie na blogach, powinna przejść z ilości w jakość (też chętnie bym ograniczył te adsensy i linki, ale u mnie niestety ilość jeszcze w jakość nie przeszła), wręcz przedstawia reklamę na blogach jako rodzaj komunikacji mobilizującej do współpracy wszystkie strony blogowego przekazu: reklamodawcę, autora i czytelnika (potencjalnego konsumenta reklam). Czy to tylko puste słowa, czy też początki ciekawej idei, przekonamy się zapewne niebawem.

Twórcą YellowGreen jest agencja Autentika, która m.in. zrealizowała dla Wprost Blogboxa. Co ciekawe, przy zgłaszaniu akcesu do sieci YG (no tak, przyznałem się właśnie, że się zgłosiłem ;) pada pytanie o przynależność (?) bloga do Blogboxa, co może świadczyć o chęci połączenia w jakimś stopniu tych dwóch przedsięwzięć. No chyba że bycie w katalogu Blogboxa jest po prostu miarą wartości bloga, niech i tak będzie, w końcu by się tam dostać należało zdobyć poparcie przynajmniej 50 innych blogerów, tutaj również o przynależności ma decydować (m.in.) społeczność.

Czy YellowGreen (strasznie mnie nurtuje, dlaczego akurat taka nazwa i te akurat kolory, gdyby przypadkiem ktoś z Autentiki czytał, to bardzo proszę o komentarz ;) odniesie sukces, jednocześnie pomagając go odnieść (przynajmniej w wymiarze finansowych) również autorom blogów? Tego nie wiem, ale będę się życzliwie (i w miarę możliwości aktywnie) przyglądał i kibicował, jak zresztą każdej inicjatywie służącej rozwojowi polskiej blogosfery (to zdanie zabrzmiało już niemal jak slogany ze strony YellowGreen ;).

A dla siebie i wszystkich innych chcących skorzystać i uszczknąć coś z tej masy reklamowych budżetów, które podobno już przebierają nogami tylko czeka by rzucić się w ramiona (czy tam portfele) blogerów ;) powtórzę radę Maćka (Mediafuna):

Radziłbym jednak tym, którzy już liczą kasę, z kolejnego programu partnerskiego, czekają na przelew z adsense i zbierają grosze z linkliftu nad włożeniem maksimum wysiłku w tworzenie treści bloga, jednym słowem na budowaniu marki.

Na blogu najważniejsza jest treść i wiarygodność. Przykład Mediafuna świadczy, że dobra treść wcześniej czy później znajdzie mecenasa, gotowego zainwestować w jej dalsze tworzenie. Co nie znaczy, że należy natychmiast zrezygnować z reklam czy linków reklamowych. Ale na ich wartość i skuteczność dobra treść też ma niebagatelny wpływ.

Reklamy na blogu – co o tym sądzicie? [sonda]

Kilka dni temu napisałem o możliwości zarabiania na blogu poprzez umieszczanie na nim reklam. Nie jest to nic nowego, od kilku lat co najmniej na blogach mozna zauważyć reklamy AdSense, linki lub reklamy programów partnerskich, czy choćby skromne informacje o sponsorach.

Sam również przystąpiłem do opisywanego przeze mnie programu i od kilku dni na moim blogu można zauważyć większe lub mniejsze kolorowe reklamy, a od wczoraj nawet wielki (sam się przeraziłem jego wyglądem) baner w nagłówku. Chciałbym uspokoić wszystkich, którzy na jego widok wpadają w popłoch, zamykają okna przeglądarki i uciekają by już nigdy nie wrócić, czy wręcz usuwają feeda ze swoich czytników ;) Powiesiłem go tylko testowo, można powiedzieć, że również po to, by przetestować reakcję czytelników. Mam nadzieję, że nie przeszkadza za bardzo? Obiecuję, że powiedzmy za ok. dwa tygodnie zniknie z tego miejsca. No chyba że okaże się, że przynosi  mi tak kolosalny dochód, że grzechem byłoby z niego rezygnować ;)

Nie zamierzam zupełnie rezygnować z reklam na tym blogu, po prostu co jakiś czas testuję sobie nowe (dla mnie)rozwiązania. Ostatnio pojawił się nawet przycisk programu partnerskiego Allegro, choć zapewne nie ma wśród czytelników tego bloga takich, którzy mogliby się tam po raz pierwszy zarejestrować.

Pożyjemy, zobaczymy. Krzysztof Lis pisze cyklicznie o swoich zarobkach na blogach, ja jeszcze nie moge pochwalić się takimi osiągnięciami, jak pisałem, tu testuję sobie różne rozwiązania, by przenosić je potem na inne blogi.

A teraz chciałbym zapytać Was, czytelników tego bloga, jakie jest wasze zdanie o reklamach umieszczanych na blogach, nie konkretnie na moim blogu, ale ogólnie. Oczywiście jeśli ktoś chciałby odnieść się bezpośrednio do której formy reklamy na tym blogu, to zapraszam do umieszczenia swoich uwag w komentarzu. A wszystkich bardzo proszę o udział w sondzie, umieszczonej z prawej strony na sidebarze. Co sądzicie o reklamie na blogach?

Jak można zarabiać na blogu

Money - autor Kamil PorembińskiO tym, że można zarobić (i to całkiem przyzwoicie) na prowadzeniu bloga, przekonują nas choćby takie informacje prasowe. Szkoda, że żaden z wymienionym tam top blogerów nie pisze po polsku ;) Angielskojęzyczna blogosfera bogata jest w przykłady blogów, których autorzy blogują na pełny etat (i to taki o jakim u nas niektórzy mogą tylko pomarzyć ;), że wystarczy wspomnieć pierwsze z brzegu i dostarczające wielu inspiracji kolejnym rzeszom blogerów ProBlogger czy blog Johna Chow.

Ale również na polskim blogu można zarabiać o czym przekonuje na swoim blogu Fanatyk. Wielu przydatnych informacji na temat zarabiania na blogach dostarcza blog pod chwytliwym tytułem: Zarabianie na blogach ;)

Jednym ze sposobów zarabiania na blogu jest wyświetlanie reklam. Chyba każdy widział (lub przynajmniej o tym słyszał) kontekstowe, czyli przynajmniej w teorii dopasowujące się do otaczającej jej treści, reklamy Google AdSense. Na moim blogu też można je zobaczyć ;) Niestety, jak piszą wymienieni powyżej autorzy, a również z własnego kilkumiesięcznego doświadczenia mogę stwierdzić, że wiele się w naszych warunkach na reklamach Google zarobić nie da (tzn. może i da ale nawet na waciki nie starczy ;), co powoduje że niektórzy zrażeni tą formą reklamy blogerzy rezygnują z wyświetlania u siebie reklam AdSense.

novem - schemat działaniaAle Google AdSense nie jest (na szczęście) jedynym programem reklamowym umożliwiającym zarabianie na wyświetlanych na blogu reklamach. Wśród tych innych jest np. polska spółka Novem, oferująca różnorodne programy, w ramach których prowadzone są kampanie reklamowe konkretnych produktów i usług. Firma powstała w 2006 roku, a kierują nią ludzie związani wcześniej z portalem Interia.pl.

Pierwszy raz reklamy z tego programu zauważyłem na blogu AntyWeb. Dały się zauważyć – wyraźnie różnią się od tych serwowanych przez Google i dzięki temu, bez pogwałcenia adsensowego regulaminu mogą z nimi pokojowo koegzystować ;) Poważniej zainteresowałem się dopiero pod koniec stycznia, kiedy zobaczyłem jak mało zarobiłem w tym miesiącu na AdSense… Na samym początku współpracy niestety lekki zgrzyt, gdyż mail akceptujący moje zgłoszenie do programu został przez Gmaila potraktowany jako spam (że niby od konkurencji? ;), a że spamu dociera do mnie sporo, więc odkryłem go dopiero po dwóch dniach, już lekko zniecierpliwiony brakiem odpowiedzi – a odpowiedź (pozytywna) wysłana została kilka godzin po moim zgłoszeniu. Więc jeśli będziecie aplikować o przyjęcie do programu reklamowego Novem, koniecznie sprawdzajcie swój folder ze spamem ;)

Obecnie Novem współpracuje z kilkunastoma reklamodawcami, ale jak pisze BlueMan, są to „nie byle jakie firmy” (m.in. mBank, Home.pl, Money.pl, czy Ceneo) i jak słusznie zauważa współpraca z liderami podnosi również prestiż i wiarygodność spółki. Ja sam mam zbyt krótkie doświadczenie by autorytatywnie na ten tema się wypowiadać, ale jak dotąd mój kontakt z firmą jest bardzo sprawny i rzeczowy. Mam również nadzieję, że baza reklamodawców będzie się rozrastać.

Novem

Strona firmy oferuje wygodny panel zarządzania, pozwalający na wybór zarówno formatu wyświetlanej reklamy, jak i oferty konkretnego reklamodawcy. Oferowane są zarówno standardowe pule reklam, jak i możliwość dowolnego ich kreowania (w ramach udostępnionych formatów). Kod reklamy można umieścić na stronie jako JavaScript lub kod html (znacznik iframe). Oferowane są też oczywiście szczegółowe statystyki (które można pogrupować w szczegółowe kanały) wyświetlania reklam jak i zarobionych w ten sposób pieniędzy ;) Wypłata następuje w następnym miesiącu po przekroczeniu progu 50 zł.

Novem udostępnia trzy podstawowe typy programów:

  1. Cost-per-click (CPC): W programach typu CPC zarabiasz wtedy, gdy użytkownik Twojego serwisu kliknie w reklamę i zostanie przekierowany na stronę docelową programu – obecnie zarobek za kliknięcie to w zależności od reklamodawcy od 10 do 20 groszy.
  2. Cost-per-lead (CPA): W programach typu CPA, zarabiasz wtedy, gdy użytkownik Twojego serwisu po kliknięciu w wyświetlaną reklamę i przekierowaniu na stronę docelową programu, wykona określoną akcję, np. wypełni formularz. Dokonanie akcji przez użytkownika jest określane jako lead – tu można zarobić nawet 25 zł za pojedynczą akcję.
  3. Cost-per-sale (CPS): Programy typu CPS są bardzo podobne do programów CPA, z wyjątkiem tego, że akcją, jaką w ich wypadku musi podjąć użytkownik Twojego serwisu, jest dokonanie zakupu określonego produktu lub usługi. W tych programach Twoje wynagrodzenie obliczane jest najczęściej jako prowizja od wartości zamówienia – obecnie jest to 3% wartości opłaconego przez klienta zamówienia.

Na pierwszy rzut oka wygląda to faktycznie korzystniej niż AdSense (w polskich warunkach). Kto wie, może Novem stanie się podstawowym programem reklamowym dla polskich blogerów? ;)


Artykuł komercyjny zgodny z etyką blogvertisingu.

Krytycy.pl

Jak zdobywać autorytet w blogosferze i podnieść sobie rating u krytyków

Pomijając wszelkie kontrowersje, jakie budzi publikowanie na blogach postów sponsorowanych, łącznie z niemałym szumem jaki spowodowało obniżenie, czy wręcz wyzerowanie przez Google wskaźnika PR blogom współpracującym z serwisem payperpost, współpraca z polskim odpowiednikiem payperpost.com – serwisem krytycy.pl (o ile się na nią zdecydujesz, odrzucając zarzuty o nadmierne skomercjalizowanie blogosfery) stawia przed Twoim blogiem (a więc Tobą jako jego autorem) kolejne wyzwanie: w jaki sposób, zgodny oczywiście z zasadami blogvertisingu oraz ze zdrowym rozsądkiem (co oznacza wg mnie proporcję treści sponsorowanej do całości bloga co najwyżej 1:10), mieć z tej współpracy najwięcej satysfakcji ;)
Nie dość że tytuł jest niesamowicie długi, to jeszcze powyższe zdanie jest chyba najdłuższe, jakie kiedykolwiek napisałem ;)

Zależy to głównie od Ciebie: od tego za jaką cenę jesteś gotowa/gotów napisać zamówiony artykuł, w jakich kampaniach otwartych zdecydujesz się wziąć udział. Ale żeby Twój blog został wybrany przez potencjalnego reklamodawcę, musi spełnić pewne wymagania. Jednych z nich, z punktu widzenia serwisu najważniejszym, jest rating krytycy.pl. Wzór według którego ów rating jest wyliczany dostępny jest na blogu krytyków. Świetny artykuł na temat ratingu napisał niedawno Krzysztof Lis, podkreślając że najlepszym sposobem na podniesienie ratingu swojego bloga jest otrzymywanie jak największej ilości linków zwrotnych, mających wpływ na wszystkie pięć składowych ratingu, a największy wpływ mają reakcje innych blogerów na to piszesz na swoim blogu.

Ale w jaki sposób zdobywać linki do swojego bloga? Prostej recepty nie ma, najpewniejszym, choć wcale nie najłatwiejszym sposobem jest po prostu pisanie na blogu artykułów, które mogą być przez innych uznane za ciekawe, użyteczne lub z innych powodów warte wspomnienia. Na pewno nie warto bezmyślnie kopiować cudzej treści, w największej cenie są własne przemyślenia autora, wsparte osobistym doświadczeniem i oczywiście garścią przydatnych linków (tak właśnie tworzy się komunikację międzyblogową). Warto również linkować do innych ciekawych blogów, istnieje duże prawdopodobieństwo, że w zamian również otrzymamy wartościowy link zwrotny. Ciekawie o zdobywaniu linków napisał ostatnio Łukasz Sobek (którego blog gorąco polecam wszystkim szlifującym język angielski).

Pomocne może być też pięć ważnych wskazówek SEO dla blogerów, o których pisze Donna na Blogging Tips. Nie wpływają one bezpośrednio na rating, ale są bardzo pomocne dla łatwiejszego znalezienia bloga przez zainteresowanych jego treścią czytelników :

  1. Optymalizacja tytułów wpisów – nieumieszczanie w nich długiej listy słów kluczowych, ale też nie stosowanie domyślnych tytułów, składających się z nic niemówiących ciągów liter i cyfr. Na blogach opartych o WordPressa warto stosować wtyczkę All in One SEO Pack, pozwalającą na łatwa optymizację tytułów i opisów
  2. Używanie jednolitej preferowanej domeny (zdecydowanie się czy ma występować z przedrostkiem www, czy bez niego i systematycznie stosowanie jednej wybranej wersji. Przeglądarki widzą strony z przedrostkiem i bez oddzielnie co sprawia że rozdzielają na nie ruch, a warto by cały koncentrował się na jednej.
  3. Linkowanie do najlepszych, najczęściej czytanych postów na blogu, co pozwoli na znalezienie ich jeszcze większej liczbie czytelników, co również może przełożyć się na częstsze otrzymywanie linków zwrotnych z innych blogów.
  4. Wykopywanie (może nie koniecznie przez samego autora) najlepszych postów na wszelkiego rodzaju serwisach bookmarkowych. Do tego świetnie nadaje się opisywana przeze mnie ostatnio wtyczka ShareThis. To też walnie (a może nawet najbardziej) przyczynia się do skierowania dużej liczby potencjalnych czytelników na Twojego bloga.
  5. Tworzenie komunikacji międzyblogowej, linkowanie do innych, umożliwianie łatwego komentowania Twojego bloga. Dobrym pomysłem jest też nie stosowanie tagu nofollow w komentarzach, o czym też niedawno pisałem w artykule o byciu przykładnym obywatelem blogosfery.

Najlepszym sposobem na zwiększenie i ratingu i ogólnie zainteresowania Twoim blogiem jest po prostu jego zawartość, Twoje przemyślenia, wartościowe treści które za sobą niesie. Jeśli treść nie będzie ciekawa, żadne techniki czy sztuczne pompowanie rankingów czy linków przychodzących na dłuższą metę nie pomogą. Staram się tę zasadę wdrażać na moim blogu, na ile skutecznie ocenią, mam nadzieję, jego czytelnicy.

Życzę wszystkim (sobie również) jak najwyższych ratingów, mnóstwa przychodzących z wielu blogów linków, i może się okazać że pisanie i tworzenie więzi międzyblogowych sprawi wiele radości i da więcej satysfakcji od tych paru groszy, zarobionych za pisanie postów za pośrednictwem serwisu krytycy.pl ;)


Artykuł komercyjny zgodny z etyką blogvertisingu.

Krytycy.pl