Ciekawe, czy gdybym coś napisał, to ktoś by to przeczytał ;)

Pięć lat z okładem, kawał czasu ;)
Blogi się zmieniły, świat wokół się zmienił, wszystko się zmieniło… kiedyś to panie było lepiej. A na pewno inaczej.

I nie, żeby zaraz wracać, ale taki eksperyment można przecież przeprowadzić.
No to siup.

Dziś postaw drinka blogerowi ;)

pay a blogger day Zabawiałem się swego czasu wyszukiwaniem wszelkiego rodzaju dni (w sensie świąt) poświęconych  lub tylko luźno związanych z blogowaniem. Oprócz znanego powszechnie Blog Day był też Blog Action Day, Blog Backup Day czy Download Day (tu akurat mniej o blogach, a więcej o pobieraniu Firefoksa). No a dziś (29 listopada) podobno jest  Pay a Blogger Day czyli Dzień Płacenia Blogerowi, albo Dzień Zapłaty Blogerowi, choć to akurat nieco niejednoznacznie brzmi i może budzić wręcz sprzeczne emocje (nadejdzie jednak dzień zapłaty etc. ;)

Oczywiście jak większość w dzisiejszym merkantylnym świecie, Dzień Płacenia Blogerowi jest wymyślony na potrzeby promocji startupa o wdzięcznej choć nieco płaskiej ;) nazwie flattr. Serwis chce zachęcić wszelkich konsumentów treści internetowych do płacenia twórcom tych treści.

Sama idea socjalnych mikropłatności jest dość ciekawa: rejestrując się w serwisie deklarujemy kwotę jaką chcemy przeznaczyć miesięcznie na wspieranie autorów, a flattr na koniec miesiąca proporcjonalnie ją wśród nich rozdziela. Proporcjonalnie do klików na przycisku podobnym do fejsbukowego lajka – ten wyświetla liczbę flattrów i  te kilka zadeklarowanych złotych (albo kilkadziesiąt lub kilkaset ;) dzielonych jest proporcjonalnie wśród wszystkich, których flattra klikniemy w ciągu miesiąca.

Fajne to, lubię to ;) bardziej przemawia do wyobraźni i jak wszelkie sosziale jest bardziej przyjazny niż np. lansowany u nas YettiPay. Choć ten ostatni ma przewagę bo lokalny jest, a flattr jak wiele innych ciekawych inicjatyw, jest zamorski i po polsku nie gada.

Ale zarejestrować się można i spróbować na piwo zarobić dzięki klikom, a przynajmniej zobaczyć ilu potencjalnie czytelników jest ew. zainteresowanych wspieraniem twórczej działalności.

No i pamiętajcie, żeby dziś (a właściwie już wczoraj, bo właśnie niepostrzeżenie mija północ) wynagrodzić swojemu ulubionemu blogerowi jego trud włożony w prowadzenie bloga. Niekoniecznie od razu płacąc czy stawiając mu drinka, kawę lub mleczko. Czasem wystarczy sympatyczny komentarz ;)

Był tu blog, a teraz go nie ma…

Choć wpis o 10 błędach popełnionych przy pisaniu bloga powstał już prawie półtora roku temu, to wciąż ktoś na niego wpada i uważa za stosowne dodać swoje trzy grosze (inna rzecz,  że to raczej skutek mojej liberalnej polityki U comment I follow niż rzeczywistej wartości tych przemyśleń). A autor tego gościnnego wpisu, jak sam napisał we wstępie, dzieli się poradami na temat blogowania, na blogu którego… nie ma!

Dead End

Lecz to właściwie nie powinno nikogo dziwić. Nowi przychodzą, starzy odchodzą, coś co jeszcze zupełnie niedawno było ciekawe i inspirujące dziś nikogo już nie obchodzi.

A blogi nie są żadnym wyjątkiem od reguły i nierzadko spotyka się zapomniane, nieaktualizowane od długiego czasu (takie jak ten, na który nierozważnie zerkacie), albo takie, których nie ma już wcale.

Przykro jest wchodzić na takie zapomniane przez bogów i ludzi strony, które w większości stały się łupem pożeraczy domen i teraz najczęściej serwują do niczego nie pasujące reklamy. A szczególnie przykro, gdy wiadomo, że były tam użyteczne treści, w dodatku często dodane do zakładek czy innego del.icio.us.

Tu widać wyraźną przewagę (dla mnie w zasadzie chyba najważniejszą) bloga na dedykowanej platformie nad prowadzonym we własnej domenie. W przypadku platformy, jeśli nie usuniemy go na własne żądanie, tudzież jeśli w udostępniającego platformę nie walnie bomba, treści bloga zostaną w zasadzie na wieczną pamiątkę.

Bo prawdopodobnie najczęstszą przyczyną „braku” bloga w miejscu gdzie jeszcze niedawno był jest prozaiczny brak chęci utrzymywania (i opłacania) domeny i hostingu, które jakoś nie przyniosły spodziewanych efektów. I w zasadzie trudno się dziwić, są lepsze metody pozbywania się nadmiaru pieniędzy ;)

A treści które zniknęły często niemal bezpowrotnie czasami naprawdę szkoda. Choć mówi się że to co raz opublikowane w Internecie nigdy nie zginie, to jednak dostęp do nich jest znacznie utrudniony. Dobrze, że większość tego co mnie interesowało na takich „znikniętych blogach” mam wciąż do wglądu w Google Readerze, dzięki technologii RSS.

I tylko jakoś trudno traktować poważnie porady udzielane na blogu, którego nie ma ;)

Creative Commons License ~Easy to see why it’s a „Dead End”~ by: ervega

Lubię to! Czyli na blogu jak na Facebooku

Like It

Jednym z objawów przedawkowania fejsbuka jest kompulsywne poszukiwanie na niemal każdej możliwej stronie małego symbolu dłoni z wyciągniętym w górę kciukiem. Łapię się czasem na tym, że czytając jakąś informację w gazecie, na blogu czy choćby na Blipie, koniecznie chcę ją polubić i brak tej możliwości powoduje poważny dyskomfort. Macie tak? No, to po pierwsze możecie zastać fanami Lubię to! na Facebooku, a po drugie zainstalować sobie na blogusiu (na WordPressie) własną odmianę wyciągniętego kciuka ;)

Wtyczka WP Likes 3.0

Autor wtyczki WP Likes, Aakash Bapna wypuścił właśnie jej trzecią już wersję, kompletnie przepisana i poprawiającą wiele znalezionych błędów i niedoróbek. WP Likes umożliwia poza tym do czego natywnie służy, czyli ulubieniem postów na blogu, m.in. wyświetlanie widgetu z najbardziej ulubionymi. Wtyczkę łatwo można dostosować do istniejącej szaty graficznej bloga, modyfikacja stylu CSS nie wymaga grzebania w oddzielnych plikach, a jest dostępna na ekranie konfiguracyjnym pluginu. Tak samo łatwe jest przetłumaczenie komunikatów wtyczki. Autor deklaruje również, że wtyczka jest w pełni zgodna z wtyczką WP Super Cache, dzięki czemu nie powoduje opóźnień w wyświetlaniu „ulubień” nawet przy włączonym super cache.

Instalacja jest standardowa i sprowadza się do wgrania plików do katalogu wp-content/plugins a następnie włączeniu wtyczki i skonfigurowaniu. Można również pobrać wtyczkę automatycznie, korzystając z WordPressowego instalatora wtyczek.

konfiguracja wtyczki WP Likes

Konfiguracja jest banalna, sprowadza się do zaznaczenia kilku opcji (m.in. czy włączona jest WP Super Cache), wybrania czy Lubię to! ma być widoczne na stronie głównej, czy tylko w poszczególnych postach oraz wybrania wzoru ikonki – można umieścić własną. Wygląd można dowolnie zmieniać modyfikując styl CSS wtyczki. Domyślnie link z kciukiem znajduje się pod wpisem, ale można go umieścić w dowolnym miejscu, wywołując w odpowiednim miejscu funkcję wp_likes_render_post(). W panelu konfiguracyjnym można również przetłumaczyć komunikaty wyświetlane przez wtyczkę, wygodnie, bo bez potrzeby edytowania plików tekstowych wtyczki. Ja przetłumaczyłem sobie dokładnie w duchu spolszczenia fejsbuka.

Wtyczka jest zgodna z najnowszą wersją WordPress 2.9.1 i do poprawnego działania wymaga PHP w wersji 5.2.

I od tej pory na własnym blogu możemy cieszyć „najważniejszą” funkcjonalnością największego portalu społecznościowego ;) He, he, ale pamiętajcie, że eksperci wieszczą iż w tym roku Facebook będzie najważniejszym instrumentem komunikacji z klientami. I bardzo dobrze, bo Mafia Wars i FarmVille też czekają na nowych graczy, choć z czasem coraz trudniej ogarnąć rosnące zastępy znajomych i ulubionych stron. Więc kciuki w górę i lubimy to! wszyscy razem. Również na własnym blogasku.

Wtyczkę WP Likes można pobrać, jak wszystkie inne, z katalogu WordPressa, o tu: WP Likes 3.0. Inną, o podobnej funkcjonalności jest wtyczka I Like This, choć mi osobiście nie specjalnie się podoba, no i przede wszystkim nie ma kciuka ;) Choć ma serduszko.

A jeśli podoba Ci się wpis, to nie wahaj się i użyj kciuka ;)

Domena zielonybloger.pl is no longer valid

W zasadzie to istnieje, ale już nie jest moja. Przynajmniej przez jakiś czas, a może już nigdy ;) ten blog nie będzie dostępny pod ww. adresem.  Czytaj dalej Domena zielonybloger.pl is no longer valid