WordPress 2.5.1 – tego instalujcie

Kiedy żartowałem sobie na temat nie instalowania wersji 2.5, nawet nie przypuszczałem, że jestem tak blisko prawdy. Faktycznie, lepiej było się wstrzymać z instalowaniem nowej wersji, która okazała się mocno dziurawa. Może nie tak jak to opisywałem ;) ale jednak.

Wczoraj więc wypuszczono aktualizację 2.5.1, która poprawia ponad 70 błędów, w tym część bardzo istotnych dla bezpieczeństwa bloga. Zaktualizowanych zostało prawie 100 plików, to niemal jedna piąta całości. Jeśli nie chcecie instalować całości, to Ryan na dev blogu WordPressa zaleca podmianę trzech, mających wpływ na bezpieczeństwo: wp-includes/pluggable.php, wp-admin/includes/media.php, i wp-admin/media.php. Zalecana jest jak najszybsza aktualizacja, gdyż jeden błąd jest krytyczny, szczególnie w przypadku umożliwiania każdemu rejestrowania się na blogu.

Wydaje się, że naprawione zostały najpoważniejsze błędy nowej wersji i teraz już warto przechodzić na 2.5.1 (jeśli macie 2.5 to koniecznie, a jeśli poprzednie wersje, to właśnie jest dobry moment by rozważyć aktualizację). Natomiast koniecznie trzeba uaktualnić przynajmniej do wersji 2.3.3, która łata poprzedni krytyczny błąd, narażający bloga na spam. Nawet jeśli masz w nosie spamerów, to Technorati zapowiedział, że nie będzie indeksował wrażliwych na ataki blogów, opartych na wcześniejszych wersjach WordPressa. Więc jeśli zależy Ci na rankingu Technorati (a gdy np. piszesz coś za pośrednictwem Krytyków, to powinno Ci zależeć), to nie masz wyjścia ;)

U mnie 2.5.1 już śmiga i nie widać żeby coś się popsuło. Czego i Wam życzę :)

Błąd przy automatycznej aktualizacji wtyczek WordPressa

by sofocles via flickrJedną z zalet najnowszej wersji WordPressa jest możliwość automatycznej aktualizacji pluginów. Już bodaj od wersji 2.3, jeśli wtyczka była w oficjalnym katalogu, WP informował o istnieniu nowszej wersji, teraz autorzy poszedł krok dalej umożliwiając jej automatyczną aktualizację jednym kliknięciem. Bardzo wygodne i czasooszczędne. I choć na początku nie miałem zaufania do tak daleko posuniętej automatyzacji, to po przeczytaniu entuzjastycznych opinii raz spróbowałem, z taką pewną nieśmiałością, a skoro się udało, to i mnie się spodobało ;) Faktycznie w porównaniu do dotychczasowego postępowania (zobacz czy jest nowa, ściągnij, rozpakuj, wyłącz, wyślij ftp-em, ponownie włącz) ogromna oszczędność czasu.

Lenistwo, choć podobno jest motorem wynalazków, to pewnego dnia zgubi i mnie i cały rodzaj ludzki ;) No i dziś właśnie znalazłem (zresztą nie tylko ja) błąd w WordPress 2.5 dotyczący właśnie automatycznej aktualizacji pluginów. Niestety, nie był to błąd taki jak na zdjęciu ;)

Przeglądając listę wtyczek, zwróciłem uwagę, że jedna z nich: WP-PostViews (a konkretnie jej widget, bo występują na liście oddzielnie) ma dostępną aktualizację. Niewiele myśląc kliknąłem aktualizuj automatycznie, po czym dowiedziałem się, że aktualizacja się nie powiodła, a w dodatku wystąpił jakiś błąd, o dziwo we wtyczce WP-DBManager (tego samego autora, co pewnie ma jakieś znaczenie). Okazało się, że ma znaczenie, bo mimo iż informacja dotyczyła PostViews, to probowała się zaktualizować właśnie DBManager. W rzeczywistości żadna z nich nie ma nowej wersji, ani w codexie WP, ani na stronie autora (którego wtyczki bardzo polecam i kilku z powodzeniem używam).

Nie wiem co spowodowało tą sytuację, czy to błąd aplikacji, czy może jakieś przekłamania w katalogu pluginów, zapewne nie bez znaczenia jest ten sam autor obu zamieszanych w to zdarzenie wtyczek (być może coś grzebał w repozytorium), niemniej WP nie powinien dopuścić do takiej sytuacji.

Zresztą poprawy lub zmiany wymaga chyba sam mechanizm aktualizacji. Po nieudanej aktualizacji wtyczka po prostu zniknęła z listy, usunięte zostały też wszystkie dotyczące jej pliki, co świadczy, że aktualizacja najpierw usuwa katalog lub plik wtyczki, a dopiero potem zapisuje w to miejsce nowe. Przy błędzie nowe wersje po prostu nie są zapisywane. To w sumie dobrze, ale wystarczy wyłączyć, poprzednia prawidłowa wersja nie powinna ginąć! Niemal każdy plugin ma wpływ na wygląd czy zaplecze bloga i nagłe jego usunięcie nie tylko zakłóca działanie bloga, ale czasem może prowadzić do następnych błędów. Dobrze, jeśli mamy pod ręką poprzednią dobrze działająca wersję, wystarczy ja wgrać po staremu, ale co jeśli akurat nie pamiętamy dokładnie nazwy, nie mamy u siebie na dysku, a tu blog leży i kwiczy, a ogromne pieniądze z reklam czy tam innych sponsorowanych wpisów przelatują koło nosa? ;)

Uważajcie więc z automatyczną aktualizacją wtyczek i nie klikajcie bez zastanowienia w link. Może warto wcześniej sprawdzić gdzie on prowadzi i czy na pewno nie spotka tam Was i Waszego bloga nic nieoczekiwanego.

Fot.: error-windows-xp, originally uploaded by sofocles

Nowy zielony szablon i RSS

by velo cityOK, coś się zmieniło ;) zielony bloger nie jest już taki bardzo zielony (dosłownie i w przenośni) co znalazło swoje odzwierciedlenie w nowym wyglądzie bloga. Przyznam się że poprzedni już mi się trochę znudził, a miniony dzień gołego bloga utwierdził mnie w przekonaniu, że nie podoba mi się już tak bardzo jak na początku. A ponieważ, wraz z wersją 2.5 WordPressa zmienił się wygląd wewnętrzny panelu administracyjnego, to od razu, niemal za jednym zamachem zmienił się też zewnętrzny szablon zielonego.

Nowy szablon to nieco zmodyfikowany – głównie kolorystycznie StudioPress Green. Bardzo śliczny i ma dużo ciekawego miejsca na reklamy ;) Zresztą być może będzie jeszcze trochę ewoluował, ale raczej nieznacznie. Zostały tez jeszcze gdzieniegdzie obcojęzyczne wtręty do przetłumaczenia, ale to będę się starał jak najszybciej uzupełniać. Na to żeby zrobić swój szablon samemu od początku do końca jakoś zabrakło mi weny (a i graficznych umiejętności). Jeśli macie jakieś uwagi lub zastrzeżenia to zapraszam do wyrażania się w komentarzach. Można pochwalić, jak też totalnie zjechać za lamerski design ;)
A jak Wam się podoba ikona kanału RSS? Od razu pRaSSówka nabiera właściwego znaczenia! :)

A skoro o kanałach mowa. Brian Clark (Copyblogger) zachwyca się nowym (działającym od marca bodajże) projektem Guya Kawasaki, opartym wyłącznie na feedach agregatorem AllTop. Pisał o tym miesiąc temu AntyWeb, sam też czasem korzystam, technicznie rzecz biorąc to żadna nowość, tego typu agregatorów jest mnóstwo, ale Clark słusznie zwraca uwagę, że dla mniej obytych z technologią internautów jest to doskonałe rozwiązanie – niemal wszystko co warto wiedzieć na konkretny temat w jednym miejscu z wyrazistym podziałem na kategorie. Niby nic, ale przydatne ;) A Clarkowi tym razem głównie chodzi o wykorzystanie w tle AllTop właśnie RSS, którego jak sam mówi jest wyznawcą i ewangelistą.

A żeby zostać w nurcie obchodów, to zespół z bloga Daily Blog Tips wymyślił kolejne święto: Dzień Świadomości RSS i wyznaczył jego obchody na 1 maja. Coś blogosfera uwielbia świętować jeszcze bardziej niż nasi posłowie ;) ale przynajmniej z takich świąt jak dzień gołego bloga, backup day, czy RSS Day jest płynie konkretna nauka, przy nieistniejącej szkodliwości społecznej i dobrej zabawie ;) Każde z takich „świąt” promuje jakąś pożyteczną czy ważną technologię lub zachowanie.
Na razie na stronie RSSDay.org mającej być centrum obchodów owego dnia nie ma nic poza suchą informacją i filmem z Common Craft, który tez kiedyś pokazywałem, pisząc o tym co to jest RSS. Zresztą dla większości (wszystkich?) z Was to jest codzienność, ale może warto się przyłączyć, bo i sama technologia jest tego warta, a i prawie każdy bloger chciałby mieć jak najwięcej czytelników swojego bloga właśnie przez RSS. Więc przyłączcie się i głoście dobrą nowinę, o łatwym dostępie do całej zawartej w sieci informacji.

A jeśli przypadkiem nie prenumerujesz jeszcze kanału tego bloga ;) to zapraszam czym prędzej. Kupić, nie kupić, poczytać zawsze można ;)

Blog jest nagi

CSS Naked dayNagi, a właściwie obdarty całkowicie ze stylu CSS. Wygląda lepiej, niż gdy był ubrany ;), co sprawia, że na serio zaczynam myśleć o zmianie jego wyglądu. A dziś, 9 kwietnia świętujemy CSS Naked Day – jeśli macie w zwyczaju (blogujący na własnym WordPressie) zerkać co tam nowego na stronie nowości Waszych kokpitów, to zapewne czytaliście o tym u Lorelle.

Celebrowanie CSS Naked Day nie polega na wrzucaniu na bloga zdjęć Scarlett Johansson nago (sorry Google, MSPANC), tylko na pokazaniu swojego bloga (strony) w czystej postaci, bez ozdób i upiększeń. Akcja ma na celu promocję standardów sieciowych, poprawność semantyczną html i hierarchii strukturalnej, cokolwiek to znaczy ;) Generalnie chodzi o wyłączenie wszelkich stylów CSS – np. przez zmianę nazwy domyślnego arkusza stylu, albo usunięcie go (tylko wcześniej zachowajcie jakąś kopię). Blog bez stylów wygląda mniej więcej tak, jak widzi go googlebot, czy inne wyszukiwarkowe roboty, a także np. czytniki dla osób niewidzących. Warto więc zadbać, żeby bez warstwy graficznej i stylowych upiększeń blog czy strona były czytelne a treść na nich łatwo dostępna. Myślę, że u mnie jest całkiem nieźle ;)

Próba naszego własnego polskiego dnia bez CSS była kilka dni temu, ale chyba bez większego rozgłosu. Dlatego przyłączam się do tego międzynarodowego. I Was wszystkich też namawiam, zobaczcie jak wyglądają Wasze blogi bez ubrania ;)

Jeszcze nie umarłem

Nie jest to wcale takie oczywiste, bo blogerom, jak całej reszcie ludzkości zdarza się umrzeć. Jak pisze NYT bloger poddany 24 godziny na dobę bezustannemu stresowi bloguje, bloguje… aż się zepsuje. Gazeta przytacza dwa takie przypadki, łączy je tylko to, że obaj panowie (uff, znacznie starsi ode mnie) pisali bloga dla pieniędzy. Hm, ciekawe, ilu dziennikarzy zmarło ostatnio? czy to znaczy, że praca w gazecie grozi śmiercią?

Blogowanie dla pieniędzy jest rzeczywiście ciężką pracą, ale to samo dotyczy choćby menedżerów, dyrektorów technicznych i finansowych, czy w końcu dziennikarzy. Pracoholizm jest niebezpieczny, ale nie przesadzajmy, że to właśnie blogerzy są najbardziej zagrożoną grupą zawodową. Zresztą nawet gdyby, to mnie, piszącemu jednego posta tygodniowo nic chyba nie grozi? ;) Szczególnie, że nie robie tego dla pieniędzy. Tu, na tym blogu nie robię, bo muszę się przyznać, że to nie jedyne miejsce w którym zostawiam po sobie ślad, a tam gdzie indziej robie to właśnie dla pieniędzy (takich na waciki raczej, ale i tak w przeliczeniu na zaangażowany czas lepiej na tym wychodzę niż zarabiający na blogu ;))

Reuptake słusznie zauważył, że blogi o zarabianiu stwarzają wrażenie, że wystarczy godzinka dziennie, kilka reklam i już kasa płynie strumieniami, co oczywiście dalekie od prawdy jest. Przyznaję się, ja też zacząłem pisać tego bloga, zwiedziony mirażem łatwej kasy ;) głównie po lekturze Johna Chow, który zresztą nie ukrywa, że zarabia, opowiadając innym jak zarabia ;) co jest niemal perpetuum mobile, ale Chow to zupełnie inna historia, umiał wytworzyć (i umiejętnie podtrzymuje) wokół siebie aurę guru od pieniędzy na blogach lekkim kosztem. Co niekoniecznie uda się pozostałym wannabe problogerom. Mi tez się nie udało ;)

Po jakimś czasie przyszło zniechęcenie, bo właściwie wszystkie te „problogi” nie dość że piszą o tym samym, to jeszcze ciągle się powtarzają. Chyba muszę zmienić profil ;)

Ciągle nie mogę dojść do siebie po instalacji WordPress 2.5. Czy ktoś potraktował serio moje ostrzeżenie? ;) Może sam powinienem? Bo teraz się gubię w nowym dashboardzie, niczego nie umiem znaleźć i w ogóle mi się za bardzo nie podoba nowy wygląd. Wydaje mi się również mniej intuicyjny, ale będę się musiał przyzwyczaić, na razie klikam na oślep ;) Zresztą instalacja nie przebiegła wcale tak bezboleśnie (niby wiedziałem, że wtyczki trzeba wyłączyć, ale między wiedzieć a zrobić jest mała różnica). Kiedy w końcu za którymś podejściem niby się udało, łącznie z upgradem bazy, to nie chciał mnie wpuścić do mojego własnego kokpitu, wywalając błąd, fatalny w dodatku. Na szczęście google znały na to remedium ;) – u mnie wygłądało dokładnie tak jak na forum. Podejrzewam, że to wina pozostałości po wtyczce modyfikującej wygląd poprzedniej wersji kokpitu.

Skoro mam już WP 2.5, to pewnie jeszcze trochę popiszę, chociaż po tym jak opisał mojego bloga polski TechCrunch, chciałem udawać, że mnie nie ma, ale zastosowałem się do poradnika i teraz wali mnie to ;)

Poza nową wersją WP, planuję nowy design bloga, dalej będzie zielony, ale może bardziej dojrzały? W końcu ja tez nie jestem już taki bardzo zielony ;) Ale ponieważ nadal chcę być żywym blogerem, to poczekam z tym na jakąś wolną chwilę ;)

Z jednym chociaż wyszedłem przed orkiestrę, a właściwie przed jakże słuszną akcję LINKUJMY. Bo u siebie zawsze starałem się umieszczać linki do niemal wszystkiego o czym pisałem, uważając że nie tylko należy się to autorowi informacji, ale również, że rozszerza to mój wpis o dodatkowe informacje. I dalej będę linkował. Ale nie mogę zgodzić się z Radkiem, że blogrolle są równie ważne. Sam nie mam blogrolla i raczej mieć nie będę i rzadko zaglądam do blogrolli. Pisałem już o tym dawno, przy okazji raportu o stanie bloxosfery: blogroll to często znajomi, nie mający nic wspólnego z tematem bloga, którego czytam, ważniejsze (dla mnie) są linki, prowadzące do konkretnych informacji. Najbliżej mi do punktu widzenia Bartka z Webstop: linkujmy do informacji, niekoniecznie do pierwotnych źródeł.

Na koniec, to samo co na początku, pamiętacie tą piosenkę Perfectu?