Zaufanie blogosfery

Wiarygodność jest podstawową wartością dla blogera. Na zdobycie zaufania czytelników pracuje może nie lata, bo wskazówki wirtualnego zegara obracają się jednak znacznie szybciej, ale na pewno wyrobienie sobie marki i przyciągnięcie lojalnych czytelników zajmuje dłuższą chwilę. A stracić wiarygodność można w jednej chwili. Utrata zaufania blogosfery jest bardzo bolesna i praktycznie dożywotnia; internet nie zapomina, wszelkie wpadki pozostają w nim udokumentowane na lata, a może i na wieczność? Kto raz skłamie…

W świecie szerokim.

W blogoświecie, szczególnie na „blogach o blogach” traktujących głównie o sposobach na powiększenie swego majątku za pomocą blogowania, modne są wszelkiego rodzaju konkursy, polegające z grubsza na linkowaniu na jak największej liczbie blogów do bloga organizatora konkursu. Nagrody za umieszczenie linka są różne, od gadżetów reklamowych, przez różne nominały w twardej walucie, po iPhone czy 24-calowe monitory. Wszyscy są szczęśliwi – organizator konkursu dostaje masę linków, co ma bezpośrednie przełożenie na PageRank i autorytet w Technorati, a więc na pozycję bloga, m.in. na rynku reklamy, natomiast uczestnicy mają nadzieję na cenną nagrodę za darmo, wszak umieszczenie linka nic nie kosztuje. Im cenniejsza nagroda tym większa konkurencja, i tym więcej linków do zdobycia. Jednym słowem to coś pośredniego między linkbaitingiem a kupowaniem linków i jednocześnie niezła zabawa, z szansami na wygraną znacznie większymi niż w Lotto. U nas na razie takie konkursy organizują nastolatki na Onecie, z tym że nagrody tam liczą się w zmiennej liczbie komci ;)

Jeden z wannabe-problogerów ogłosił taki konkurs, z nagrodą w wysokości 2,5 tysiąca dolarów – to nawet na warunki amerykańskie bardzo duża kwota. W ciągu półtora miesiąca zebrał niemal 600 backlinków, co dało mu absurdalnie wysoką pozycję w rankingu Technorati. Ciekawe, że na całym świecie wystarczy ludziom pomachać przed nosem zielonym banknotem i już gotowi są uwierzyć w każdą, choćby nie wiem jak naciągana historyjkę. Konkurs został ogłoszony na blogu, który powstał raptem dwa dni wcześniej, nikt wcześniej nie słyszał nic ani o tym blogu ani jego właścicielu. Parę dni temu ogłosił zwycięzcę: blog założony dzień wcześniej, z raptem dwoma wpisami, z czego jeden konkursowy a drugi przepisany z jakiejś gazety online. Nawet naiwne dziecko zorientowało się, kto założył tego zwycięskiego bloga.

Na blogach zawrzało, poza skargami wykorzystanych blogerów, wpis potępiający oszusta, ukazał się na na blogu Lorelle VanFossen – ikony, muzy i dobrego ducha WordPressa. Agregator wszelkiego rodzaju konkursów blogowych, Contest Blogger (notabene od początku nastawiony bardzo sceptycznie) ogłosił, a jakże, konkurs dla pokrzywdzonych, którym złodziej ukradł linki, polegający na odebraniu mu tych linków. Nagroda niestety znacznie mniej atrakcyjna, tylko 100 USD, ale do konkursu może przyciągnąć skrzywdzonych chęć odwetu.

I na naszym podwórku

Pamiętacie zapewne (a jeśli nie to sobie przypomnicie) zamieszanie – bo „afera” to chyba jednak zbyt duże słowo – jakie powstało w lutym tego roku w polskiej blogosferze (zresztą nie tylko, sytuację komentowano również na wielu forach internetowych, a nawet w Wikipedii i w prasie drukowanej), po ujawnieniu, że pewna dziennikarka, niejaka Eliza Michalik swoją pozycję zawodową budowała za pomocą plagiatów. Na blogu ElizaWatch publikowano wyniki śledztwa internautów pracowicie wyszukujących wszystkie popełnione przez panią Michalik nadużycia, Wyborcza zamieściła artykuł o śledztwie „piatej władzy”, na wielu blogach pojawiły się komentarze, w większości potępiające postępowanie dziennikarki.

Pani „kopiarka” dalej pracuje, zapewne w jakiejś redakcji, szlifując swą dziennikarską karierę, być może nawet już nie korzystając z cudzej pracy. Jeśli nawet świat (ten poza internetowy) zauważył nieetyczne zachowanie dziennikarki, to już dawno o tym zapomniał. Ale blogosfera pamięta. Ta pani już żadnego bloga nie napisze, że sparafrazuję pana ministra. Najważniejszym wnioskiem z „afery” jest ten sformułowany przez Krzysztofa Urbanowicza:

polska blogosfera dojrzała na tyle, że jest w stanie znaleźć plagiat i nieuczciwość, ale także doprowadzić do wyeliminowania kogoś, kto się tego plagiatu dopuszcza

Zaufanie to wartość nadrzędna. Nie tylko dla blogerów i nie tylko w internecie. Ale w świecie poza internetem można się podnieść z upadku, odkupić swoje winy i dostać kolejną szansę. W blogosferze, gdzie wszelkie relacje budowane są tylko i wyłącznie na wierze w słowa drugiego człowieka, utrata wiarygodności jest równoznaczna ze śmiercią cywilną.

Więc jeśli chcesz budować swoją pozycję i wiarygodność, zdobywać autorytet i zaufanie, uważaj byś nie zawiódł zaufania, które dane jest zawsze trochę na kredyt, stracić je można w jednej sekundzie i już nigdy nie odzyskać.

Szkoda, że tych zasad nie da się przenieść z blogosfery do świata polityki.

5 myśli na temat “Zaufanie blogosfery”

  1. Tu się pojawia inny problem – łatwość rzucania pustych oskarżeń o plagiat etc. Zaufanie w sieci ma tą wadę, że wystarczy kilku oszołomów którzy Cię oczernią a reszta już nie myśli nawet przez chwilę czy oni mają rację czy nie – powielają te same kłamstwa.

  2. Są osoby, które nie budują autorytetu i w sumie im na nim nie zależy, co począć z takimi? :))) a ich blogi funkcjonują całkiem nieźle :))
    Jednak kradzież treści netowych się zdarza, kiedyś też zanlazłem żżynkę ze mnie gdzieś w necie tylko, że mnie to nie zablolało, jednak gdyby to zrobił ktoś znany, to zabolało by to jego. :)))
    PS> Zaufanie w necie to towar deficytowy. Dziś właśnie zaufałem komuś i czekam co dalej z tego wyniknie.

  3. Np. takie blogi z plotkami o celebrities (nie mówiąc już o takich ze zdjęciami najczęściej poszukiwanymi w necie) – na pewno mają się dobrze a autorytet im nie potrzebny ;) Ale nawet tam potrzebne jest coś w rodzaju zaufania – że warto tam często zaglądać w nadziei na nowe treści.

    Ale w większości przypadków to się sprawdza: przestaną ufać = przestaną czytać i pozostanie pisać do szuflady ;)

    @Fanatyk: blogi faktycznie podchwytują od siebie nawzajem różne niekoniecznie sprawdzone wieści i plotka się rozprzestrzenia, ale myśle, że jednak blogosfera jest już na tyle dojrzała, że nie da sobie w ciemno wmówić byle czego, zawsze znajdą się dociekliwi, którzy będą drążyć i sprawdzać, aż odkryją prawdę :)

  4. W sumie to nie słyszałam o takiej metodzie zdobywania linków przez konkursy, ale czy to nie jest potem przypadkiem tak, że po zakończeniu konkursu te linki znikną.

    Ta Pani pewnie ma nowego bloga tylko pod jakimś nickiem albo anonimowego eksperckiego. Jak ktoś już zaczął to potem trudno przestać ;)

Dodaj komentarz