SEO 2.0 – czy naprawdę potrzebujesz optymalizacji?
Interesujące? Nie chcesz przegapić żadnego nowego wpisu? Subskrybuj kanał RSS zielonego blogera!
Jeśli nie wiesz, zobacz co to jest RSS. I dzięki za odwiedziny
SEO – pozycjonowanie stron, optymalizacja wyników, słowa kluczowe, PageRanki SERPy, analiza treści… bla, bla, bla – każdy kto miał cokolwiek do czynienia z marketingiem w internecie, umie odmieniać te słowa przez wszystkie przypadki. Szczerze mówiąc też o tym myślałem, to znaczy o zapoznaniu się z tymi obco i groźnie brzmiącymi frazami, bo kompletnie się na tym nie znam i zupełnie zielonego bloga pod tym względem zapuściłem (a podobno bez SEO odniesienie sukcesu jest nie-moż-li-we).
Ale nie, ale nie… na GoogleBlogoscoped natknąłem się na świetnego moim zdaniem posta (w formie listy, a jakże) Tadeusza Szewczyka, naszego rodaka mieszkającego od lat w Niemczech: 10 kroków do sukcesu w internecie bez SEO. Tadeusz stawia odważną tezę, że SEO jakie znamy obecnie jest już przestarzałe, a w ogóle to nie działa. I w zamian proponuje swoją listę. Oto ona w skrócie:
10 kroków do sukcesu w świecie bez SEO
- Znajdź swoją niszę – bądź inny, odkryj swój temat bez udziału, a nawet wbrew temu czego ludzie szukają w Google.
- Używaj WordPressa – zamiast na”optymalizować”
- Stwórz zabójczy desig/styl CSS i opublikuj go – a wszyscy będą go używać i linkować do Ciebie
- Allow trackbacks, use dofollow – Jezu, ktoś wie jak to zwięźle przetłumaczyć?: pozwól na tracbacki, idź za linkami?
- Udzielaj się, komentuj i linkuj inne blogi – blogowanie to nie monolog
- Używaj tych wszystkich Wykopów i de.li.cji – tylko uważaj na efekt wykopu
- Pisz, powiedz coś nowego, wyraź się – treśc, treść, treść
- Łącz, kompiluj i publikuj to co mówią inni – listy he, he
- Pisz artykuły do innych mediów – nie tylko na swoim blogu
- Dodawaj coś nowego przynajmniej co drugi dzień – coby sobie wychować stałych czytelników
Tadeusz (ten facet już jest moim idolem) nazywa to: SEO 2.0 – kompletnym przedefiniowaniem dawnego SEO. Koniecznie zajrzyjcie na jego bloga, gdzie znajdziecie więcej informacji nt. SEO 2.0 – oczywiście tak jak on to widzi. Warto czytać, John Chow to przy nim małe miki ;)
Oczywiście w naszej blogosferze też znalazłem coś na temat SEO 2.0 – ale niestety w naszym przypadku to tylko kolejne słowo-wytrych, coś jak proszek lepszy niż zwykłe proszki, na stronie http://www.seo20.pl oczywiście najważniejsze jest to samo co zwykle: dobór właściwych keywords – ohyda ;)
Więc nie powtarzaj wczorajszych wieści, rzuć w diabły SEO, zacznij SEO 2.0, używaj WordPresa – zostanę wyznawcą tej religii. A Wy?













This post has 7 comments
sierpień 6th, 2007
Amen! ;-)
sierpień 6th, 2007
Rzeczy, które Pan Tadeusz opisuje, to swoiste wprowadzenie do link-baitingu i jest niczym nowym. Od czasu zdefiniowania pojęcia łebdwazero zwyczajnie nabrał on (L-B) większego znaczenia i dużo łatwiej można go wprowadzić.
Pozostaje jednak kwestia kosztów: dla przeważającej liczby branż znacznie taniej będzie wybrać to “konserwatywne” SEO&SEM.
I jeszcze jedno, nie wyobrażam sobie “SEO2.0″ dla sklepu ze śrubkami… :-P
PS. Przy dodawaniu komentarza tutaj domyślnie włączony jest “informuj mnie mailem o nowych komentarzach”. Radzę wyłączyć.
sierpień 6th, 2007
Jak już pisałem: nie wiem, nie znam się ;) Ale poczytałem tu i ówdzie i pewnie masz troche racji. Ja to traktuję bardziej w kategoriach, powiedzmy, rozrywkowych i podoba mi się takie podejście (na luzie) do życia. Pewnie, śrubek tak nie wypromujesz, ale przemyślenia, poglądy?
PS. Wyłączyłem domyślne zaznaczenie. A to złe zaznaczenie było? (pytam, bo się uczę)
sierpień 6th, 2007
Zwykle blogów o przemyśleniach i poglądach się zupełnie nie poddaje procesowi SEO. Natomiast przykładowo podane “sklepy ze śrubkami” – tak! Można powiedzieć w pewnym sensie, że Pan Tadeusz opisał tzw. lans z wykorzystaniem narzędzi łebdwazero.
PS. Tak, było złe, gdyż sporo ludzi przy dodawaniu komentarza nie patrzy poniżej przycisku “dodaj”, a zdecydowana większość nie życzy sobie otrzymywać maila, kiedy tylko pojawi się nowy komentarz.
PS 2. Życzę powodzenia w prowadzeniu bloga! Zyskałeś dziś, Kolego, nowego “czytacza”.
luty 25th, 2008
Zgadzam się z @Mendax’em, że powyższe techniki można nazwać lansem w celu podniesienia własnego autorytetu. Bezpośrednio ciężko jest w ten sposób wypromować stronę jakiejś firmy produkującej śrubki albo coś podobnego. Gdyż sama śrubka nie bardzo wzbudza zainteresowanie.
No chyba, że firma stworzy największa śrubę na świecie i zamieści gdzieś w newsach wtedy może jakiś wykop się złapie, ale też będzie to krótkie działanie.
luty 26th, 2008
To jasne, że metoda nie nadaje sie do promowania wszystkiego (jak te niemal już przysłowiowe sklepy ze śrubkami ;)
Ale sam piszesz, że już do opisania największej śrubki i owszem, mozna tę techniki wykorzystać ;)
Niewątpliwie najlepiej nadaje się promowania siebie i autor nieźle sobie z tym zadaniem radzi ;)
maj 16th, 2009
hehe ale ta metoda zabija czasochłonnością :)
Trackbacks