Czy to już koniec blogów?

Podobno już nikt nie pisze o blogach. Jak widać choćby po tym (czyli moim) blogu, jest to, delikatnie mówiąc, co najmniej skrót myślowy ;) Niemniej faktem jest, że w Stanach serwisy społecznościowe w rodzaju Myspace czy Facebooka pomału zaczynają dominować nad innymi formami internetowego życia socjalnego. Co nie jest miłą konstatacją – ja dopiero zaczynam i mam niemiłe wrażenie, że już na starcie jestem trochę zacofany (?)

Szczerze mówiąc to nie przejmuję się specjalnie tego rodzaju odkryciami – po prostu kolejna moda: teraz blogi są passé. A mi to nie przeszkadza, mogę być niemodny, zresztą uważam, że w naszym kraju moda na bloga dopiero się rozwija (choć blogi są prowadzone od dawna, to ostatnio dopiero na dobre zawitały pod strzechy) i mam nadzieję, że nieprędko przeminie. Choć znając naszą przypadłość bezkrytycznego przyjmowania tego co za wielką wodą można by mieć pewne wątpliwości.

Faktycznie sieci społeczne mają dużo większy potencjał, właśnie społecznościowy (masło maślane). Natomiast blogowanie jako szeroko rozumiane dziennikarstwo obywatelskie ma jeszcze bardzo jasną przyszłość przed sobą. To może nawet dobrze, że wszelkie blogowe deformacje znajdą swoje ujście w społecznościach, tam migające wszechkolorami napisy i radosne okrzyki rozchichotanych nastolatek będą jak najbardziej na miejscu – szczególnie że będą mogły zamknąć się we własnym gronie.

A blogi jeszcze zyskają na znaczeniu, choć już w tej chwili nie sposób przecenić ich potencjału. Zostaną tylko te najbardziej wartościowe, wypełnione unikalną treścią, opiniotwórcze.

A właśnie rozgorzała dyskusja o sensowności pisania na blogach, o akcji wymierzonej właśnie w te skrzywienia blogowe, objawiające się PoKemOnOvvYm pisaniem i organizowaniem konkursów na największą ilość wystawionych, czy otrzymanych komentarzy. Akcja moim zdaniem mnie zupełnie bez sensu, niewłaściwe skierowana i przede wszystkim zbyt uogólniająca. Bo jeśli nawet przyznać rację, że są blogi które zaśmiecają internet (choć świat wirtualny w przeciwieństwie do realnego nie ma granic i może rozrastać się w nieskończoność), to przecież nie można wylewać dziecka z kąpielą i żądać usunięcia z internetu wszystkich blogów. Ja podobnie jak Paweł Wimmer uważam, że kto ma rozum ten wybierze dla siebie to co będzie uważał za istotną treść, a próby wprowadzania cenzury (bo czymże innym są zapędy oburzonych mizerią blogowego pisania) internetu, nawet tylko jakościowej, z góry uważam za skazane na porażkę.

To oczywiście moja opinia, nie musisz się z nią zgadzać. Jeśli masz inne zdanie, chcesz wyrazić swoje oburzenie tym co napisałem lub przeciwnie uważasz, że mam rację – zawsze możesz zostawić komentarz, byle nie kOmCIa ;)

2 myśli na temat “Czy to już koniec blogów?”

Dodaj komentarz