Blog Day 2007

Blog Day 2007

O Dniu Bloga, ciekawej inicjatywie służącej poznawaniu się nawzajem i szerokiej integracji blogosfery pisałem niedawno, i oto teraz nadszedł ten dzień, więc czas na moje niedawne blogowe odkrycia (w kolejności alfabetycznej):

  • Jerzy Nowosad – opowiadania zmarłego przed trzema laty pisarza i satyryka. To właściwie nie jest blog w dosłownym tego słowa znaczeniu, opowiadania są publikowane przez m.in. żonę i córkę pisarza właśnie w formie kolejnych blogowych wpisów. Bardzo ciekawa lektura.
  • motyw drogi, a w podtytule komiksy i inne duperele – i faktycznie ;) Autor, poza realizowaniem się jako ninja pisze też o filmach, Warszawie, słucha dobrej muzyki i chyba lubi dobrze zjeść – przynajmniej w niedzielę.
  • The Wrong Advices – wbrew nazwie to wcale nie są złe rady, przeciwnie: całe mnóstwo ciekawych i często przydatnych informacji na różne tematy, również o blogach, ale także o tym, dlaczego dziewczyny lubią różowy ;)
  • warszavka i lavinka – fotoblog o moim rodzinnym mieście, w ujęciu mniej konwencjonalnym, dla wszystkich warszawiaków pozycja obowiązkowa, innym też polecam.
  • World of Angel – choć nazwa podobno sugeruje zmysłowe uciechy, to niestety jest tylko blog o zarabianiu na blogach :) ale za to bardzo ciekawie prowadzony.

Więcej blogów, polecanych przez innych blogerów w ramach akcji Blog Day znajdziecie oczywiście na Technorati, oznakowanych tagiem: .

Bat na blogi

Miesiąc temu (a dokładnie 27 lipca) Sąd Najwyższy wydał postanowienie w sprawie obowiązku rejestracji tzw. „prasy internetowej”. Postanowienia tego nikt jeszcze nie widział, bo też nigdzie do tej pory nie zostało opublikowane. I być może z tego powodu połowa polskiego internetu zachłysnęła się dziś wiadomościami podawanymi przez prasę, radio i telewizje (a i na blogach można też niemało przeczytać) o obowiązku rejestracji każdej strony internetowej (w tym bloga oczywiście też), która uaktualniana jest przynajmniej kilka razy w tygodniu (dzienniki) albo parę razy w roku (lub czasopisma).

Żeby nie powielać informacji pozwolę sobie tylko podać kilka odnośników do różnych artykułów w sieci które jak najbardziej warto przeczytać, żeby być na czasie i móc razem ze sporym kawałkiem blogosfery przyłączyć się do narzekań, oburzenia lub wręcz przeciwnie, wyśmiać całą sprawę jako nie wartą uwagi ;)

To tylko mała część szumu, który podniósł się w internecie po publikacji (chyba pierwsza dziś była Rzepa?) informacji o tym orzeczeniu – widmie. Generalnie słychać albo obawy, że jednak trzeba rejestrować (a to i kosztuje i czasu zabiera niemało, szczególnie gdy do rejestracji rzucą sie wszyscy właściciele blogów i blogasków), albo drwinę, lecz również podszytą obawami. Dlatego koniecznie trzeba przeczytać artykuł pt. Powoli Sieć zyskuje świadomość problemu rejestracji w serwisie Vagla.pl, gdzie znajdziemy całą masę treści i odnośników na ten i pokrewne tematy. Po przeczytaniu tego wszystkiego można mieć faktycznie mętlik w głowie. Nie jestem prawnikiem, ale przekonują mnie niektóre komentarze i mimo, że też od niedawna zająłem się publikacją treści na tym blogu, śpię sobie (a w wolnych chwilach coś czasem napiszę) spokojnie ;)

Natomiast najbardziej niepokojący jest fragment, też z Rzepy:

O tym, jakie będą konsekwencje postanowienia, zdecydują prokuratura i policja, gdyż to one będą decydować o ewentualnym ściganiu autorów stron WWW.

co jest juz bardzo niebezpieczne – bo co z tego, że każdy sąd nas uniewinni, czy nawet jeszcze wcześniej, do sprawy po prostu nie dojdzie – skoro to prokuratura i policja będą decydowały kogo i za co nękać, to w świetle ostatnich wydarzeń i prezentowanych przez pana generalnego prokuratora gwoździ (tudzież jego sławnego trzeciego telefonu) zastanawiam się, czy to nie przypadek i kto stoi za tym, że akurat dziś Rzepa wyciągnęła temat w którym od miesiąca nic się nie zmieniło?

Dozwolone strony w AdSense

Google dodało nową funkcję do swojego programu reklamowego Adsense

Krótka informacja dla tych nielicznych nieuświadomionych, którzy jeszcze nie wiedzą co to jest: Google AdSense to system umożliwiający wyświetlanie na swoich stronach reklam (które Google sprzedaje w programie AdWords) i oczywiście zarabianie na tym. Ale czy jest jeszcze ktoś, kto nie wie, a przynajmniej nie słyszał o AdSense?

W każdym razie nowa funkcja umożliwia zdecydowanie na których stronach mają być dostępne reklamy powiązane z naszym kontem AdSense (to znaczy te, na których zarabiamy ;). Funkcja dostępna jest po zalogowaniu się do swojego konta AdSense, na zakładce „Instalator AdSense” → „Dozwolone witryny”. Na stronach przez nas nieautoryzowanych reklamy będą się co prawda wyświetlały, ale ani wyświetlenia, ani kliknięcia nie będą rejestrowane, o czym informuje stosowny komunikat na stronie AdSense:

blokada stron w AdSense

Informacji o tej nowości nie można na razie znaleźć ani w pomocy AdSense, ani na żadnym oficjalnym blogu Google. Darren Rowse na Problogger domyśla się że chodzi o zabezpieczenie przed możliwymi kłopotami, na które może nas narazić użycie kodu naszej reklamy na obcych stronach, ale nie przywiązuje do tego specjalnej wagi, podobnie jak nieliczni dotychczas komentujący. Wydaje się, że w cywilizowanym świecie zachodnim zjawiska „naklikania” na cudze reklamy w celu zablokowania konta „konkurenta” nie występują zbyt licznie ;)

Ciekawe jak Google uzasadni wprowadzenie tej funkcji i czy okaże się ona skuteczną ochroną przed zawistną konkurencją?

Zaufanie blogosfery

Wiarygodność jest podstawową wartością dla blogera. Na zdobycie zaufania czytelników pracuje może nie lata, bo wskazówki wirtualnego zegara obracają się jednak znacznie szybciej, ale na pewno wyrobienie sobie marki i przyciągnięcie lojalnych czytelników zajmuje dłuższą chwilę. A stracić wiarygodność można w jednej chwili. Utrata zaufania blogosfery jest bardzo bolesna i praktycznie dożywotnia; internet nie zapomina, wszelkie wpadki pozostają w nim udokumentowane na lata, a może i na wieczność? Kto raz skłamie…

W świecie szerokim.

W blogoświecie, szczególnie na „blogach o blogach” traktujących głównie o sposobach na powiększenie swego majątku za pomocą blogowania, modne są wszelkiego rodzaju konkursy, polegające z grubsza na linkowaniu na jak największej liczbie blogów do bloga organizatora konkursu. Nagrody za umieszczenie linka są różne, od gadżetów reklamowych, przez różne nominały w twardej walucie, po iPhone czy 24-calowe monitory. Wszyscy są szczęśliwi – organizator konkursu dostaje masę linków, co ma bezpośrednie przełożenie na PageRank i autorytet w Technorati, a więc na pozycję bloga, m.in. na rynku reklamy, natomiast uczestnicy mają nadzieję na cenną nagrodę za darmo, wszak umieszczenie linka nic nie kosztuje. Im cenniejsza nagroda tym większa konkurencja, i tym więcej linków do zdobycia. Jednym słowem to coś pośredniego między linkbaitingiem a kupowaniem linków i jednocześnie niezła zabawa, z szansami na wygraną znacznie większymi niż w Lotto. U nas na razie takie konkursy organizują nastolatki na Onecie, z tym że nagrody tam liczą się w zmiennej liczbie komci ;)

Jeden z wannabe-problogerów ogłosił taki konkurs, z nagrodą w wysokości 2,5 tysiąca dolarów – to nawet na warunki amerykańskie bardzo duża kwota. W ciągu półtora miesiąca zebrał niemal 600 backlinków, co dało mu absurdalnie wysoką pozycję w rankingu Technorati. Ciekawe, że na całym świecie wystarczy ludziom pomachać przed nosem zielonym banknotem i już gotowi są uwierzyć w każdą, choćby nie wiem jak naciągana historyjkę. Konkurs został ogłoszony na blogu, który powstał raptem dwa dni wcześniej, nikt wcześniej nie słyszał nic ani o tym blogu ani jego właścicielu. Parę dni temu ogłosił zwycięzcę: blog założony dzień wcześniej, z raptem dwoma wpisami, z czego jeden konkursowy a drugi przepisany z jakiejś gazety online. Nawet naiwne dziecko zorientowało się, kto założył tego zwycięskiego bloga.

Na blogach zawrzało, poza skargami wykorzystanych blogerów, wpis potępiający oszusta, ukazał się na na blogu Lorelle VanFossen – ikony, muzy i dobrego ducha WordPressa. Agregator wszelkiego rodzaju konkursów blogowych, Contest Blogger (notabene od początku nastawiony bardzo sceptycznie) ogłosił, a jakże, konkurs dla pokrzywdzonych, którym złodziej ukradł linki, polegający na odebraniu mu tych linków. Nagroda niestety znacznie mniej atrakcyjna, tylko 100 USD, ale do konkursu może przyciągnąć skrzywdzonych chęć odwetu.

I na naszym podwórku

Pamiętacie zapewne (a jeśli nie to sobie przypomnicie) zamieszanie – bo „afera” to chyba jednak zbyt duże słowo – jakie powstało w lutym tego roku w polskiej blogosferze (zresztą nie tylko, sytuację komentowano również na wielu forach internetowych, a nawet w Wikipedii i w prasie drukowanej), po ujawnieniu, że pewna dziennikarka, niejaka Eliza Michalik swoją pozycję zawodową budowała za pomocą plagiatów. Na blogu ElizaWatch publikowano wyniki śledztwa internautów pracowicie wyszukujących wszystkie popełnione przez panią Michalik nadużycia, Wyborcza zamieściła artykuł o śledztwie „piatej władzy”, na wielu blogach pojawiły się komentarze, w większości potępiające postępowanie dziennikarki.

Pani „kopiarka” dalej pracuje, zapewne w jakiejś redakcji, szlifując swą dziennikarską karierę, być może nawet już nie korzystając z cudzej pracy. Jeśli nawet świat (ten poza internetowy) zauważył nieetyczne zachowanie dziennikarki, to już dawno o tym zapomniał. Ale blogosfera pamięta. Ta pani już żadnego bloga nie napisze, że sparafrazuję pana ministra. Najważniejszym wnioskiem z „afery” jest ten sformułowany przez Krzysztofa Urbanowicza:

polska blogosfera dojrzała na tyle, że jest w stanie znaleźć plagiat i nieuczciwość, ale także doprowadzić do wyeliminowania kogoś, kto się tego plagiatu dopuszcza

Zaufanie to wartość nadrzędna. Nie tylko dla blogerów i nie tylko w internecie. Ale w świecie poza internetem można się podnieść z upadku, odkupić swoje winy i dostać kolejną szansę. W blogosferze, gdzie wszelkie relacje budowane są tylko i wyłącznie na wierze w słowa drugiego człowieka, utrata wiarygodności jest równoznaczna ze śmiercią cywilną.

Więc jeśli chcesz budować swoją pozycję i wiarygodność, zdobywać autorytet i zaufanie, uważaj byś nie zawiódł zaufania, które dane jest zawsze trochę na kredyt, stracić je można w jednej sekundzie i już nigdy nie odzyskać.

Szkoda, że tych zasad nie da się przenieść z blogosfery do świata polityki.

WordPress 2.3 – za miesiąc

Na 24 września zaplanowane zostało wydanie kolejnej głównej wersji: WordPress 2.3. Najważniejsze zmiany w nowej wersji to: wsparcie dla tagów, ulepszone zarządzanie wpisami i automatyczne powiadamianie o aktualizacji. Czytaj dalej WordPress 2.3 – za miesiąc